„Strażnicy Galaktyki” po raz drugi

Standardowy

Tym razem nie narzekam na kolejną, lukrowaną i zmiksowaną do granic absurdu ekranizację. Tym razem oddaje głęboki pokłon w stronę twórców, którzy z filmu o drugoligowej grupie potrafili uczynić najlepsze dzieło filmowe Marvela od czasów „Iron Mana”.

Druga część „Strażników Galaktyki” zapowiada się nieźle. Udział Jondu jest małym hołdem w stronę oryginalnych formacji o tej samej nazwie, a muzyka… Utwór „Fox on the run” mówi wszystko.

#263. – Brian Michael Bendis, Sara Pichelli – „Guardians of Galaxy- Strażnicy Galaktyki : Angela

Standardowy

Star- Lordowi i spółce udaje się zbiec swemu ojcu, lecz J’Son nie należy do takich, którzy łatwo odpuszczają. W końcu nie bez w żyłach obu panów płynie ta sama, spartakiańska i jednocześnie królewska krew. Echa wydarzeń na Ziemi ukazują nowe oblicze zakazu jakiejkolwiek agresji wobec niej J’Sona. Strażnicy Galaktyki będą musieli udowodnić, że są godni swej nazwy. Wkrótce ojczyzna Star- Lorda może podzielić losy lucasowego Alderanna, mimo stad herosów jej chroniących. 

Postać Angeli warta jest wspomnienia. Choćby ze względu na jej autora, którym jest Neil Gaiman. Jest ona córką Odyna, a co za tym idzie siostrzyczką Thora i Lokiego. I podobnie jak gromowładny brat wie jak machać orężem, aby nie zawstydzić jednookiego tatusia. Skądś się wzięła ? Pochodzi z Njeba. Krainy, która jest swego rodzaju wariacją na temat Nieba chrześcijańskiego. I które jest dodatkowym światem złączonym z Yggrassilem, a który Wszechojciec odłączył po wojnie Njebian z Asgardczykami. Pierwsze pojawienie się siostrzyczki blondwłosego dzierżyciela Mjollnira miało miejsce na samym końcu „Ery Ultrona”.

Pojawia się też Thanos, a na jego wielkiej, fioletowej szczęce wykwita raz za razem tajemniczy uśmiech zwiastujący pewne sekretne plany co do małej, pozornie nic nieznaczącej planety w Układzie Słonecznym. Sarze Pichelli genialnie udało się oddać jego tytaniczny majestat. Jak i również niebiańskość Angeli. Z innych postaci mających wartcy wspomnienia wymienić mogę Watchera. Pojedynek dwóch bitnych pań jest codziennością w świecie, gdzie bogowie kumają się z odmrożonymi superżołnierzami, ale obecność łysola ze skłonnością do podglądactwa niepokoi.

Podsumowanie: Komiks nieco obcięty przez wydawcę, ale Egmont to solidna marka i zapewne wynagrodzi to w kolejnej części, będącej już tie- inem do „Nieskończoności”. Postać Angeli nie odegrała tak dużej roli, na jaką liczyłem, a autor nie raczył wspomnieć ani słowa o jej asgardzkim rodowodzie. Do tego dziwna relacja na linii Stark- Gamora. Liczę na nieco większe rozwinięcie akcji, choć Bendis prowadzi narrację na tyle ciekawie, iż nie należy się bać rozczarowania. 

#235. – WKKM #91 – Dan Abnett, Andy Lanning, Miguel Sepulvada-”Imperatyw Thanosa”

Standardowy

Komiksowy łotr… Samo w sobie to określenie zwiastuje totalne frajerstwo, przerysowanie i dziecinadę. Powieści graficzne obfitują w legiony takich indywiduów. W pierwszych latach komiksu nawet tak szanowane dziś postaci jak Lex Luthor, Joker czy Magneto były jednymi z wielu oszołomów których motywacja była dość przyziemna, a monologi nieco przydługie. Obecnie jest inaczej. „Luthor” i „Joker” Briana Azzarello, sposób w jaki obecnie jest przedstawiany Darth Vader czy popularność postaci nie do końca bieluśkich ( Deadpool ) to niepodważalny dowód, że ciemna strona kusi.  W końcu faktem stało się, że postaci negatywne to nie typy podkładające psią kupę w płonącej papierowej torbie, a realne jednostki z mocnymi motywami. I bez wątpienia taką postacią jest Thanos. 

Rzecz ma miejsce po kilku istotnych dla kosmicznej części świata Marvela zdarzeniach. Podczas gdy na Ziemi nastąpił M- Day i Wojna Domowa daleko od niej również nie wiało nudą. Strefa Negatywna rządzona przez Annihilusa okazała się za ciasna dla jej mieszkańców i owadopodobny władca postanowił zrobić mały wyskok na drugą stronę. Tym samym doprowadził do wojny na galaktyczną skalę burząc równowagę pomiędzy kosmicznymi imperiami. Wśród tego całego zgiełku zginął Thanos. Szalony Tytan w końcu wpadł w ramiona swej ukochanej, ale koleżka ma wyjątkowego pecha w sprawach sercowych. Pewno sekta mieniąca się Powszechnym Kościołem Prawdy doprowadziła do jego wskrzeszenia. Jak łatwo się domyślić Thanos nie pałał wówczas radością.

Najprawdopodobniej tytan i tak zostałby odesłany tam skąd przybył, ale okazało się, że jest najbardziej rozchwytywanym typem we wszechświecie. Otóż po wszystkich kryzysach w materii rzeczywistości pojawiły się przebicia do innych wymiarów. Na dodatek skeciarze pod przwództwem Adama Magusa zaczynali pokazywać rogi. Szalony i zły odpowiednik Adama Warlocka ( dlaczegóż Hachette Polska nie wydało historii Jima Starlina z udziałem tego bohatera ?! :( ) to zaledwie herold Lorda Mar- Vella. Brzmi jak kiepska alternatywna wersja legendarnej postaci ? Oj nie tak kiepska. Lord Mar- Vell pochodzi z świata w którym nie ma śmierci. Gdy umierał jakimś cudem udało mu się zaciukać kostuchę, co wiązało się z pojawieniem się mrocznych i demonicznych istot zwanych Wielokątnymi. Przy okazji- tamtejsi herosi zamiast swych symboli/znaków mają :poczciwy” pentagram. Jako, że życie kwitnie, a raczej rozrasta się niczym rak miejsca jest coraz mniej. Nietrudno zgadnąć do którego wszechświata chce przeniknąć nieumarły Mar- Vell. Awatar Śmierci którym jest Thanos będzie przez jakiś czas zmuszony więc pełnić rolę wybawiciela uniwersum.

Sama nazwa tegoż złowieszczego świata jest ciekawa. Cancervers nie tylko nawiązuje do nieustannego rozrostu życia, ale i do choroby na jaką umarł Captain Marvel. Tłumacze jednak spieprzyli sprawę i po polsku, a raczej po polskiemu brzmi ono Rakowersum. Właśnie tak…

Rzadko w WKKM jest okazja zobaczyć postaci spoza kręgu Avengers czy X- Men. A jest ich sporo i dorównują one ciekawością i zróżnicowaniem „ziemskim” herosom. Od Strażników Galaktyki, poprzez Silver Surfera, Quasara, po Inhumans czy Majestora Gladiatora. Wszystko to podlane sosem wielkich batalii, space operowych widoków i solidnego klimatu SF. Do tego stopnia, że przez chwilę zapomina się, że jest to ten sam (wszech)świat w którym mutanci są łojeni za to kim są, a Avengers miota się od kryzysu do kryzysu. 

Co jeszcze mi się podoba ? Pojawienie się prawdziwych gigantów jak Galactus czy Celestianie. Użycie kosmicznej kostki i to, że Thanos mimo chwilowego sojuszu z Strażnikami Galaktyki nadal jest taki sam. No i że Drax Niszczyciel przypomniał sobie po co powstał.

Skądinąd Thanos to postać niezwykle romantyczna. Wielki wojownik który chce udowodnić swej lubej, iż jest jej godzien. Fakt, że ta ukochana to Śmierć, a dowody płomiennych uczuć to czyny które są domeną tejże niewiasty z kosą dodaje pikanterii charakterkowi Szalonego Tytana. Thanos to nie kretyńska postać chcąca podbić świat ot tak, dla jaj, ale ktoś kto jest jednym z największym madafakerów z porywu serca. Romeo zniszczenia i zagłady. 

Wizualnie jest naprawdę kosmicznie. I nie mam na myśli tylko niesamowitych okładek za które odpowiadają Alex Garner i Alecsi Brincot. Wielkie bitwy w kosmosie z siłami Lorda Mr- Vella ( konstrukt maszyny Galactusa… ), koncepty alternatywnych, wypaczonych wersji Avengers i Defenders. Jest na czym się zatrzymać. 

Podsumowanie: Spodziewałem się niezłego komiksu, ale to co otrzymałem przekroczyło moje oczekiwania. Bodaj najlepszy komiks współczesny w drugim rzucie WKKM. Mnogość niesamowitych i zapomnianych nieco postaci. Nie nowatorska, ale sprawnie wykreowana główna linia fabularna, rysunki na których można zawiesić oko. I w odbiorze nie przeszkadza fakt, iż wielkie eventy są ledwie wspomnieniem. Z bólem przyznam, że ledwo liznąłem „Annihilation” i War of Kings”, a mimo to po prostu chylę czoła przed tym komiksem. 

#174. – Brian Michael Bendis, Steve McNiven, Sara Pichelli – „Guardians of the Galaxy- Strażnicy Galaktyki: Kosmiczni Avengers”

Standardowy

Film Jamesa Gunn’a „Strażnicy Galaktyki” odniósł ogromny sukces komercyjny. Nie boję się nawet powiedzieć, że niepozorny produkcja z mało znanymi bohaterami treściowo i rozrywkowo jest dużo lepsza od maksymalnie promowanych „Avengers”. Pozostało się wypatrywać wydania komiksu z Star- Lordem i spółką na naszym rynku. Hachette jak to ma w zwyczaju przespało taką okazję, ale Egmont okazał się czujniejszy. W ramach Marvel NOW! mamy bowiem okazję poznać Guardians of the Galaxy na papierze. Czym różnią się od swych filmowych wcieleń ?

Na początku poznajemy genezę Star- Lorda. Nieco odmienną od filmowej, lepiej jednak powiązaną z kosmiczną stroną uniwersum Marvela. Mało który widz zdaje sobie sprawę, że nieformalny lider SG to dziedzic tronu potężnego imperium Spartaksu i syn króla J’sona. Wbrew tytułowi jednak J’son zachowuje się mało królewsko wobec matki i zostawia ją samemu wyprawiając się na wojaczkę. Po latach dopiero Star- Lord odkrywa kim jest tatuś. I własnie wokół relacji ojciec- syn kręci się scenariusz. Stary bowiem kombinuje jak może w stosunkach międzygalaktycznych, a pech chciał, że widzi w nich swego syna jako ich element. Bynajmniej jednak nie jako następcę. Do kosmicznych machinacji tatka Star- Lorda dochodzi Iron Man. Tośka wywiało poza Ziemię i fruwa sobie w przestrzeni w całkiem nieźle wyglądającym pancerzu ( którym jednak nie cieszy się zbyt długo ). Chwilowo również SG nie bronią galaktyki, a pełnia funkcję… No właśnie- kosmicznych Avengers. :D

Skala wydarzeń jest naprawdę kosmiczna. Na scenie występują bowiem Badoonowie, Kree, Shi’tar, Brood, Asgardianie ( co pokazuje, że Thor to ktoś więcej niż mięśniak z młotem ) no i sam tatko Petera Quilla- król Spartaksu to również nie byle wójt Wąchocka. Machinacje tego ostatniego są sprawnie przeprowadzone, a ich konsekwencje wydają się wychodzić poza ojczyznę jego syna.

Jako dodatek do głównej historii dodane zostały cztery krótkie historie poprzedzające owe wydarzenia. Każda z nich o poszczególnym członku SG. Więc po kolei: Gamora- o tym jaka to herod- baba która wali w pysk równie skutecznie jak jej równie zielona koleżanka She- Hulk. Rocket Racoon- opowieść o tym, że uroczy szop potrafi siać zamęt w barze i o jego wątpliwościach na temat swej wyjątkowości. Drax, czyli mordobicie na zielono ( ech wciąż w głowie mi siedzi pierwotny, jakże inny wizerunek tej postaci z „Kapitana Marvela” ). I Groot jako zbawca farmerów.

Rysunki podzielone są na kilku autorów. Główną historię ilustrują Steve McNiven i Sara Pichelli. Nie będę ukrywał, że McNiven to dla mnie bóg i idol który swą kreską naprawdę kreśli duszę i charakter postaci. Jego Peter Quill z blond grzywą czy szczegółowy i niezwykle drzewiasty Groot. Sara Pichelli dotrzymuje kroku swemu koledze. Na tyle sprawnie, iż dopiero po bliższym przyjrzeniu  zorientowałem się, iż nastąpiła zmiana ołówka :D . Poboczne historie o członkach grupy ilustrują różni autorzy, między innymi właśnie Pichelli czy Michael del Mundo. I też jest bardzo dobrze :) .

Podsumowanie: Udany i dobry debiut Strażników Galaktyki na polskim rynku. Pióro Bendisa i ilustracje zdolnych autorów czynią z albumu udane dzieło, które w cenie WKKM może stanowić dlań poważną konkurencję. Tym bardziej, że film zrobił swoje i sprzedaż komiksu napędza ciekawość jak w komiksie prezentują się SG.

#5. – „Strażnicy Galaktyki” (2014)

Standardowy

Guardians-of-the-GalaxyMarvel od jakiegoś czasu regularnie wypuszcza filmy z naczelnymi postaciami swego uniwersum. Największą popularnością cieszył się jednak Iron Man. Brawurowy Robert Downey Jr z zimnego skurczybyka jakim bywa Stark w komiksie zrobił nowego Howarda Hughesa. Czyli niejako zrealizował wizję twórców tej postaci. Jednak teraz na horyzoncie pojawiła się równie dobra pozycja- „Strażnicy Galaktyki”.

Przyznam szczerze, że słabo znam tę grupę. Nikną pod cieniem Avengers, F4 czy X-Men. Jednak ich filmowa wersja bije na głowę i Mścicieli i Pierwszą Rodzinę Marvela. Jedynie niedawny film spod szyldu X- „Przeszłość która nadejdzie” stanowi konkurencję. Jest to miłe zaskoczenie. Myślałem, że będzie to banalne SF z słabymi żarcikami i nijakimi postaciami.  Pierwsze sceny filmu pokazały jak bardzo się myliłem. Doskonały humor i wartka akcja w połączeniu z niesamowitymi efektami i dobrą grą aktorów stwarza jedną z najlepszych kinówek Marvela. Jeden z najlepszych dubbingów jaki słyszałem- Bradley Cooper świetnie oddał charakter zadziornego Rocketa. Co prawda Vin Diesel miał niewiele do powiedzenia jako Groot, lecz jest to najlepsza rola drzewa jaką w życiu widziałem :D.  Draxa Niszczyciela zagrał zaś Dave Batista- jeden z najciekawszych wrestlerów WWE i mimo, iż nie był tutaj The Animalem, Dave pokazał, że zapaśnicy potrafią grać. Zoe Saldana- Gamora która mimo zielonej skóry była postacią powabną i kobiecą. No i wspaniały Chris Patt- Star-Lord. Człowiek który odegrał tą postać równie znakomicie jak Downey Jr Starka czy Ron Perlman Hellboy’a. Star-Lord/Peter Quill w jego wykonaniu to charakter nie tylko zadziorny i awanturniczy, ale też mający wartości i głębie. Michael Rooker ( Yandu ) i Benicio del Toro (Kolekcjoner) to co prawda postaci spoza tytułowego składu, lecz ich role są równie dobre. Jedynymi postaciami które były dla mnie niestrawne są antagoniści- Nebula i Ronan. Sztywni, sztampowi, przewidywalni i po prostu nudni.  O ile w przypadku Nebuli oczekiwałem nawrócenia i uratowania tej postaci, o tyle Ronan to wręcz kreskówkowy schwarccharakter chcący ZNISZCZYĆ ŚWIAT ( buahahaha!!!). Oczywiście pojawił się również sam Stan Lee :)

marvel_41522

Efekty specjalne to plus tego typu produkcji. Tutaj jednak odegrały nieco większą rolę niż zwykle, bo aż 2/3 składu Strażników to animacje. Co nie umniejsza, jak zresztą wyżej wymieniłem, aktorom podkładającym im swe głosy. Faktem jest, że Groot i Rocket wyglądali znakomicie i żywo.  Jednak na prawdziwe wyróżnienie zasługują sceny w kosmosie. Mgławice, odległe gwiazdy i przepiękne statki- papcio Lucas zazdrości.  Oprócz szopa ze spluwami i drzewa o gołębim sercu znakomicie stworzony został Thanos. Jeden z największym badassów w uniwersum Marvela był długo przeze mnie oczekiwany po ostatniej scenie „Avengers”. I myślę, że jego ponowne pojawienie się będzie wielkim wydarzeniem ( kto wie- może crossover Avengersów i Strażników).

Podsumowując : Nie spodziewałem się tak dobrego filmu. Nie jest to produkcja na miarę „Strażników” i jest ciut gorsza od „Hellboy’a” lecz jeśli tak będą wyglądać ekranizację komiksów to może w końcu ludzie zaczną sięgać po ich pierwowzory ?  ”Strażnicy Galaktyki” jednak są czymś na co długo czekałem. Filmem który nie jest tylko akcja i efektami. a równocześnie nie przynudza sentymentalnym wstawkami.

Ocena: 8,5/10