#222. – Scott Snyder, James Tynion IV, John Layman, Ray Fawkes, Tim Seeley, Jason Fabok, Dustin Nguyen, Mikel Janin, Guillem March – „Wieczny Batman” t.1

Standardowy

„Wieczny Batman” to kolejna seria z Człowiekiem Nietoperzem w roli głównej na polskim rynku z New 52! . I kolejna autorstwa między innymi Scotta Snydera, co jest niemałą rekomendacją. Opowieść nie należy do tych o prostym jak mentalność Kal- ela scenariuszu, ale o zagmatwanej jak rozterki jej głównego bohatera fabule . Jednocześnie ma w sobie wszystko co w komiksach z Mrocznym Rycerzem najlepsze. Przestępczy półświatek, ukryci w cieniu przeciwnicy i nieco bardziej otwarci psychopaci.

Batman wielokrotnie miał nieszczęście się przekonać, że nie trzeba Jokera, aby Gotham, a w szczególności on dostało cięgi. Nigdy też nie spodziewał się, że wzorowy glina Jim Gordon jest w stanie zastrzelić nieuzbrojonego człowieka. Mało tego. Że komisarz GCPD doprowadzi do katastrofy której spowodowania nie powstydziliby się rezydenci z Arkham. Kolizja składów metra doprowadza do śmierci i ciężkich obrażeń wielu osób i tym samym resetuje dotychczasowe dokonania Gordona jako policjanta. Ostracyzm społeczny niszczy psychicznie Jima do tego stopnia, iż zaczyna on powoli wierzyć w swoją winę. Ale są osoby które wiedzą, że uczciwy jak skaut sprzedający ciasteczka Gordon jest bez winy.

Na dodatek do miasta wraca Carmine „Rzymianin” Falcone. W uniwersum New 52! nie ma on charyzmy jaką posiadał chociażby w „Długim Halloween”, ale i tak mocno kontrastuje on z innym gangsterem z Gotham- Pingwinem. I to z nim rozpoczyna wojnę która mało kogo obchodzi. Po aresztowaniu niewinnego Gordona policja w Gotham pogrąża się w korupcji i skupia na ściganiu również niewinnego Batmana. Jedynie protegowany przez Jima porucznik Bard wraz z najwierniejszymi ludźmi oskarżonego komisarza stara się działać.

Ale to nie wszystkie wątki. Snyder, Tynion IV i reszta scenarzystów zabiera czytelnika na różne wojaże, wszystkie skupione jednak wokół wyjaśnienia czynu Gordona. Jest Harper Row, jest japońska i argentyńska wersja Batmana w ramach Batman Incorporated, jest też sojusz Gacka z Killer Croc’ iem. Narracja taka może się wydać flegmatyczna i przeciągająca napięty wątek, ale sprawność pisarskiej braci sprawie, że napięcie to jest uzasadnione i solidnie podbudowuje ten właściwy główny wątek. Bo jeśli ktoś myślał, że cała afera z Gordonem jest po to by go zdyskredytować i poustawiać scenę przestępczą na nowo powinien wypalić sobie piętno nietoperza na czole. Smaczków nie brakuje- Alfred ma okazję okazać swe ojcowskie uczucia komuś innemu niż Bruce’ owi, a Rodzina może spodziewać się nowego członków. A właściwie członkiń. 

Wizualnie jest różnie. Autorów ilustracji jest kilku. Jest co pochwalić i nie ma się zbytnio do czego przyczepić. Co prawda brak mi Grega Capullo, ale cała grupa twórców w jakimś stopniu to wynagradza. Pozornie jest klasycznie- deszczowo, gotycko- nokturnowo. Ale różnorodność artystów sprawia, że takowy nastrój ma różnorodne odcienie. Jason Fabok, Dustin Nguyen czy Guillem March to różni rysownicy z nieco innym, ciekawym spojrzeniem na postać Mrocznego Rycerza. Jest wiele kadrów które zasługują na pochwałę, ale otwierająca tom całostronnicowa sekwencja poniżej po prostu płonie.

Podsumowanie: Batman cieszy się nad Wisłą niezmienną, wielką popularnością. Cztery serie z New 52!, seria dzielona z Supermanem, pojawianie się Gacka we wszelakich odmianach „Ligi Sprawiedliwości” i solowe tytuły z DC Deluxe. To zasługa oryginalności, niejednoznaczności i całej otoczki Batmana która gwarantuje naprawdę wysoką jakość i przyjemność z czytania. Tak jak pierwszy tom „WIecznego Batmana”. A na sam koniec ostrzeżenie- niech nikt nie waży się zaglądać na spoilery z dalszych tomów. Ja to zrobiłem i boleję niezmiernie.

PS: Nadgorliwość to poważna wada. Człek taki myśli, że się stara i wszyscy są zadowoleni, a w istocie szkodzi on swoimi efektami działań które bynajmniej nie są tak pozytywne jak sobie zamierzył. Tak niestety bywało niejednokrotnie z tłumaczami. Zazwyczaj ich grzechem głównym jest przekręcenie tytułu na bakier do absurdalnego wręcz stopnia. Tym razem jednak stało się coś więcej. Tłumaczenie „Batman Eternal” na „Wieczny Batman” może nie jest translatorskim babolkiem, ale jest… No właściwie to po cóż jest ? Tytuł serii „Batman Detective Comics” nie jest tłumaczony, a polscy fani nie czują się tym urażeni. Podobnie z konkurencyjnymi seriami jak „Uncanny X- Men”, Amazing Spider- Man” czy „Mighty Thor”. Po cóż zmieniać tajemniczo brzmiącego „Batmana Eternal” na patetycznego i nobliwie brzmiącego „Wiecznego Batmana” ? Tym samym sam stałem się nieco nadgorliwy… :D

#216. – Scott Snyder, Jim Lee, Scott Williams, Dustin Nguyen, Alex Sinclair – „Superman: Wyzwolony”

Standardowy

 Snyder z przytupem zaczął swój run w New 52! z Batmanem. Brawurowy „Trybunał Sów”, nowatorskie i zarazem oddające cześć wielkim dziełom historie „Śmierć Rodziny” i „Rok Zerowy”  czy mające wyjść na polskim rynku „Endgame” to tematy gorących dyskusji wśród komiksowej braci. Tym razem Snyder na chwilę wziął pod swe pióro Supermana. Postać nieco kontrastową do Mrocznego Rycerza, ale z równie wielkim dziedzictwem. Rysownikiem też jest nie byle kto bo sam Jim Lee. Lecz czy „Superman: Unchained” to hit na miarę jego twórców ?

W 1938 w obliczu wojny Amerykanie wysłali prośbę o pomoc w kosmos. Rok 1945 zaś był rokiem detonacji pierwszej bomby atomowej i dokonali tego właśnie Jankesi. Druga z nich- zrzucona na Nagasaki nie była już taka jak poprzednia. I tak- miało to związek z apelem sprzed kilku lat. Ale żeby być na bieżąco. Supermana widzimy w jednej z jego niemal codziennych misji. Kal- el e jej czasie nawija o swym dzieciństwie. Czyli pokrótce- nie są to posępne monologi Batmana, a nieco wiejące nostalgią i wiejską tęsknotą wspomnienia które ukazują jakim prostym kolesiem jest Człowiek Ze Stali. Tym razem Supek ratuje spadające na naszą nieszczęsną planetę satelity. Dla niego to betka, ale przecież kosmiczne instalacje nie spadają ot tak prawda ? Problemy mnożą się i mnożą, coraz bardziej doprowadzając wszystko do ciekawej konfrontacji.

Co jeśli na Ziemi jest ktoś o mocach działających na podobnej zasadzie co te supermanowskie, ale dużo bardziej doświadczony, silniejszy i na dodatek cieszący się poparciem rządu ? I to nie w tak szlachetny sposób jak w przypadku kolegi z tarczą z konkurencyjnego wydawnictwa, ale nieco gorzej. Bo będąc na służbie pod samym generałem Lane’ em. Skądinąd nieformalnym i nieco niedoszłym teściem Supermana. Wspomniałem już o wiadomości wysłanej w przestrzeń kosmiczną. Odpowiedzią nie był Kal- el, a owe tajemnicze indywiduum które z założenia ma pełnić rolę ewentualnego egzekutora Ostatniego Syna Kryptona. Postać ta nazywa się Wraith. Nie jest to dosłowne tłumaczenie, a skrót od William Rudolph’ s Ace In The Hole ( bo ów Rudolph odpowiada za sprowadzenie i zwerbowanie kosmity ) i nie ma ( na szczęście ) nic wspólnego z jednym z mniej zacnych przeciwników Batmana. Z gęby wygląda tak, jakby jego mamuśka kumała się z Darkseidem, zaś w pewnym momencie najeża się niczym sam Doomsday. Myślę, że to celowa zagrywka autorów. Takie małe puszczenie oka w stronę czytelnika.

W zderzeniu tych dwóch postaci najciekawsze nie są ich potyczki, ale podobieństwa i relacje. Wraith i Superman na dobrą sprawę mają ze sobą sporo wspólnego, a ten pierwszy mógłby być mentorem dla Kal- ela. Sam Clark nie został ukazany przez Snydera szablonowo. Nie jest pomnikową postacią, a człowiekiem który zdaje sobie sprawę, że nie zawsze to on jest tym niepokonanym. Twórcy „Amerykańskiego Wampira” udało się uczłowieczyć przybysza z Kryptona. Zachował jego ikoniczność, ale odjął całą tą męczącą frajerszczyznę i infantylizm. Wracając jednak do Wraitha. Kosmita ten to tak naprawdę swój chłop. Może i przyłoży Supermanowi, ale nie mogłem pozbyć się wrażenia, iż to pozytywny bohater. Na co znalazłem zresztą później potwierdzenie.

Co by tu napisać o Jim’ ie Lee i pracy jaką wykonał w tym tomie ? Że jest świetna i trzyma wysoki poziom do jakiego przyzwyczaił nas rysownik ? Że umiejętnie ukazał nadludzkość zarówno Kal- ela, jak i jego oponenta/ sojusznika ? Że Lee ujął idealnie ogromną widowiskowość i skalę działań i nie pozbawił czytelnika rysunków które pozostaną na długo w jego pamięci ? Jak choćby ten poniżej. Superman w pełnym rynsztunku. Siła w pełnej okazałości.

Ale nie zapominajmy, że oprócz Jima Lee jest tu ktoś taki jak Dustin Nguyen. Twórca ten odpowiada za retrospekcje z młodzieńczych lat Kal- ela, gdy ten dopiero odkrywał swe zdolności. Ale też ukazywała się jego dobroduszność i poczciwość. Jeżeli poczciwym można nazwać kogoś niemal niezniszczalnego. 

Pojawiają się też Batman i Wonder Woman. Snyder trzymał ich na dystans, dzięki czemu nie było szablonu „pomocy przyjaciół w ostatniej chwili”, ani usilnego wciśnięcia całej Trójcy w jeden komiks. Ot są sobie i tyle. Lecz nie znaczy to, że są postaciami całkowitego tła. Specjalny kostium Batmana ukazujący ponownie jego paranoję na punkcie Supermana która mogłaby konkurować tylko z fiziem Luthora robi wrażenie. A skoro mowa o Luthorze. Arcyprzeciwnik Supka dodaje swoje bardzo cenne pięć groszy. Irytował mnie natomiast generał Lane. Klasyczny model trepa bez wyobraźni. Ktoś kto z wypiłby tysiące hektolitrów napojów wyskokowych z bardzo podobnym zresztą wojskowym z konkurencji- generałem Ross’ em/ Red Hulkiem. Obaj są zazdrośni o swe córki, a swych niedoszłych zięciów zapakowali by za kratki.

Podsumowanie: Po Snyderze oczekiwałem czegoś innego w przedstawieniu postaci Ostatniego Syna Kryptona. I to właśnie dostałem. Co prawda bohaterów o bliźniaczych zdolnościach, a nawet przewyższających go mocą było kilku, ale tylko ten porzucił swą drogę, by podążyć drogą Supermana. Supermana który był wyraźnie słabszy, w swoim światopoglądzie nieco naiwny i nie ma wsparcia Wujka Sama. Ale który jest też ucieleśnieniem szlachetnych ideałów. Prostym, wiejskim chłopakiem który ma dużą moc. Scott Snyder i Jim Lee wraz z innymi stworzyli dzieło które wyrywa Supermana ze stuporu w jaki ma skłonność popadać. Nie jest to rewolta na miarę „Czerwonego Syna”, ale ukazuje, że można ukazać Kal- ela i klasycznie, i ciekawie.

#179 – Scott Snyder, Greg Capullo- „Batman: Cmentarna Szychta”

Standardowy

Batman ma Rodzinę. A że to Batman- ktoś czasem z tej Rodziny ginie. Zgonów w nietoperzowej familii było kilka, lecz czytelnicy ( którzy zresztą sami o nim zadecydowali ) zapamiętali najbardziej ten Jasona Todd’a/Red Hood’a. Morderstwo z rąk Jokera ówczesnego Robina odcisnęło dosyć mocne piętno na Batmanie. Właściwie to „posada” Robina jest jednak pechowa.Może nie każdy witą się kostuchą, ale taki Tim Drake za swojej kadencji stracił ojca. Śmierć jednak dotknęła ponownie Cudownego Chłopca. W tej roli nieszczęście miał wystąpić Damien Wayne- prawowity syn Batmana.

„Cmentarna Szychta” to opowieść dużo spokojniejsza niż „Trybunał Sów” czy „Śmierć Rodziny”. Jest chwilowym odpoczynkiem po tych burzliwych wydarzeniach, a jednocześnie wytchnieniem przed zbliżającym się „Endgame”. Bruce Wayne bowiem opłakuje na swój sposób Damiena Oprócz żałoby po Robinie autorzy serwują tez historie związane z początkami Gacka przedstawiony w „Roku Zerowym”. Mimo braku jednego wątku komiks ten trzyma poziom poprzedników.

Co prawda Robin zginął na łamach serii „Batman Incorporated”, ale w niemal każdej z poniższych historii można odnaleźć cień żalu po nim. „Jutro” opowiada o wpływie jaki miało pojawienie się Batmana w Gotham na pewne szczególne młode osoby. Pewnego cyrkowego akrobatę, córkę policjanta, ulicznego łobuza i bystrego ucznia . Ładnie ujęta symbolika i wpływ na Gotham już od początków działalności herosa. „Resolve” z sporym udziałem Harper Row” mówi o desperacji i amoku bezsilności w jaki popadł Bruce po stracie syna. Na horyzoncie pojawia się jednak Harper Row- dziewczyna która potrafi odczytać uczucia Mrocznego Rycerz równie dobrze jak jego najbliżsi. „Cichy” to mroczna, kryminalna opowieść zilustrowana posępnymi rysunkami Matteo Scalery która ukazuje bardziej Batmana- detektywa, niż Batmana- superbohatera. „Człowiek znikąd” czyli Bruce Wayne staje się zły ! Ale czy to naprawdę ten Bruce Wayne ? „Błędne ogniki” czyli mroczna magia i Superman na przyczepkę. Okaże się jednak, że i Człowiek Ze Stali potrzebuje pomocy. „Wieki”- najstarsza rezydentka Azylu Arkham i jej nienawiść do Wayne’a.

Oprócz Grega Capullo pojawiają się też inni. Między rysownikami są spore różnice, lecz należy pamiętać, że nie jest to linearna opowieść. Tym bardziej, że każdy z artystów prezentuje wysoki poziom. Na uwagę zasługują Andy Kubert, Alex Maleev oraz Matteo Scalera. Nie znaczy to, że inni są źli. :) Różnorodność rysunku przy różnorodności scenariusza to naprawdę dobra rzecz.

Podsumowanie: Snyder nieźle radzi sobie z pomniejszymi eventami. Nieco łagodniejsze historie nie budzą może dreszczy jak „Trybunał Sów” jednak wybijają się ponad inne serie z udziałem Batmana i udowadniają, że zdolni twórcy nie potrzebują wielkich scenariuszy by zbudować niezłą opowieść.

#140. – Scott Snyder, Francesco Francovilla, Jock – „Batman: Mroczne Odbicie”

Standardowy

Heros też człowiek. A więc czasem złapie doła, czasem ktoś skopie mu zadek, bądź po prostu mu się zemrze. I tak Spider- Mana zastępował jakiś czas jego niewydarzony klon, a obecnie ultimate’owy Miles Morales, sam zaś Parko jest kimś w rodzaju jego mentora. Kapitana Amerykę zastępował po Wojnie Domowej jego nastoletni kompan Bucky. Obecnie jego tarcze przejął Sam Wilson- czyli dawny Falcon, również kompan Capa. Oj poprawny politycznie robi się coś Marvel… Kolorowi zastępują białych. I to nie byle kogo bo najpopularniejszego herosa tegoż wydawnictwa i faceta co to jest symbolem JuEsEj.

DC Comics również lubi wpychać na miejsce okopanych na swej pozycji herosów zamienniki. I nie inaczej jest z Batmanem. Zastępował go Azrael, który jednak miał deczko przyciężką łapę i zdarzyło mu się złamać zasady którymi kieruje się Wayne. Gdy jednak Batmanowi ponownie coś wyskoczyło ( w tym przypadku dusza z ciała ) na jego miejsce wskoczył Nightwing. Dick Grayson czyli pierwszy Robin wydawał się być oczywistym następcą Bruce’a do tego stopnia, że gdy tamten powrócił pan Grayson nadal musiał nosić stój Batmana. Zanim przejdę do „Mrocznego Odbicia” pozwolę sobie na małą wspominkę o tym, iż teraz Batmanem jest Jim Gordon. Jakim cudem kopcący fajki glina w średnim wieku daje radę zastępować wyćwiczonego i muskularnego miliardera ? Otóż ma zbroję, kojarzącą mi się nieco z japońskimi mechami. Można więc rzec, że w tym komiksie występuje aż dwóch Batmanów, a trzeci, oryginalny lata po świeci

Komiks to klimatyczne i detektywistyczne dzieło, które składa się z kilku historii z udziałem Dicka Graysona jako Batmana. Jedna z nich związana jest z córką zabójcy rodziców niegdysiejszego Nightwinga która w przeciwieństwie do swego ojca wyszła na ludzi. Udział orki w śledztwie… „Mroczne Odbicie” aż bucha ponurością. Najbardziej istotną częścią scenariusza jest powrót niejakiego Jamesa Gordona jr. I bynajmniej nie jest to powrót kajającego się syna marnotrawnego. Batmanowi przyjdzie również zmierzyć się z niejakim Sprzedawcą. Dziadygą który handluje różnorakimi dewocjonaliami po superłotrach, takimi jak serum Man- Bata czy łom którym został zabity Jason Todd. Mimo Zauważyć można zarysy póżniejszego Trybunału Sów. Dom na przystani jest tutaj bowiem domem aukcyjnym Sprzedawcy, zaś wizja elitarnego i sekretnego klubu zblazowanych bogaczy lubujących się w podejrzanych praktykach to protoplasta organizacji która w New 52 zasiała niemały zamęt w Gotham.

Najbardziej niezadowolonym ze zmiany jest tutaj Joker. Mimo krótkiego dość, jak na tego badassa, epizodu w „Black Mirror” widać tu ponownie zapowiedź dalszego prowadzenia serii „Batmana” w New 52. Naczelny przestępca Gotham jak zawsze okazuje się być bezkonkurencyjnym manipulatorem i wbrew teorii, iż reprezentuje on chaos, ma pieczołowicie ułożony plan. Dzięki któremu ponownie ucieka z Arkham. A gdy ucieka znów zaczynają się kłopoty. Joker tym razem jednak nie jest ich przyczyną. Nie mogę więc  pozbyć się wrażenia, że zastosowano ten sam chwyt co w „Batman: Hush”. Klaun pojawia się na chwilę, szczerzy zęby, ale nie odgrywa żadnej istotnej roli. Ot dostaje w uśmiech za nie swoje przewinienia. Szkoda, bo z chęcią zobaczyłbym jak z odwiecznym przeciwnikiem Wayne’a radzi sobie Grayson. To właśnie on dostrzega od razu, że Batman nie jest TYM Batmanem.

Głównym i odwołującym się do tytułu przeciwnikiem jest ktoś bliski Gordonowi i Batmanowi. Ot niepozorny człowieczek, rzekłbym fajtłapa która przypala mrówki dla uciechy, lecz jak z takimi bywa- są gotowi wsadzić człowiekowi nóż w plecy za ostatnie ciasteczko z pudełku. Postać ta jest jednocześnie odbiciem Gordona jak i byłego Nightwinga. Gordon to chłop z silnym kręgosłupem moralnym, o konserwatywnych, silnych poglądach któremu daleko od stanu szaleństwa ( co doskonale ukazane jest w „Zabójczym Żarcie, gdzie Joker próbuje go do niego doprowadzić ). Gordon jr., bo o nim mowa, wprost przeciwnie- ma nie ten teges pod kopułką i to właśnie w ten najgorszy, niewidoczny sposób. Jeżeli chodzi o Graysona to obaj są mniej więcej w tym samym wieku. Tyle, że Dick mimo straty rodziców, chwilowego sieroctwa, ciężkiego fachu superbohaterskiego jest miłym gościem, otwartym i pod tym względem mało przypominającym wiecznie mrukowatego Bruce’a. Złoczyńca zaś jest zamkniętym w sobie, zdziwaczałym rudym okularnikiem który łypie na wszystko złowieszczo, a na dodatek swoimi próbami ocieplenia wizerunku jeszcze bardziej budzi podejrzenia.

I co nieco w kwestii rysunków. Jock, czyli Brytyjczyk Mark Simpson, to artysta którego spotkać można było już w „Śmierci Rodziny”. Z jednej strony jego rysunki są niemalże groteskowe, z drugiej znowuż realistyczne. Kadry z pracami Jock’a nie  są nudnymi symetrycznymi prostokąto- kwadratami, a rozbuchanymi wyobraźnią autora opowieściami w których nie tyle co rysunek, a właśnie kadrowanie nadaje tego specyficznego sznytu. Francavilla nie pozostaje w tyle. Pozorne przedstawienie Gordona jr. jako mamałygę z ciągotami do algebry jest przerażające do treści i jego zachowania. Włoski rysownik używa w swych rysunkach również specyficzne barwy- silne i ciepłe, wręcz jaśniejące i chłodne, ponure, przyciągające cień. Nawet gdyby Snyder napisał słaby scenariusz rysunki by to wynagrodziły- a tak dostajemy dzieło jest naprawdę wielkiego formatu.

Podsumowanie: „Mroczne Odbicie” to  niemały szok dla kogoś kto zna Batmana jako stereotypowego superbohatera który rzuca batarangiem na lewo i prawo i goni za Jokerem czy innym Pingwinem. Psychologizacja postaci Mrocznego Rycerza, zmiana dyżuru na etacie Batmana czy większe skupienie uwagi na Gordonie przypominają stare dobre czasy Franka Millera. Czuć tu człowieczeństwo i słabości Batmana. I to w nowym świetle, gdyż Bruce bądź co bądź był kompletnie innym człowiekiem niż Dick. Grayson spełnia się dobrze w roli Batmana, choć tak jak w przypadku Bucky’ego jako Kapitana Ameryki odnoszę wrażenie, że czuje on na barkach ciężar legendy swego poprzednika. Szkoda, że dalsza działalność pierwszego Robina jak Gacka nie została w jakikolwiek sposób przeniesiona do New 52. Jednak Scott Snyder znalazł sobie, jak pisałem powyżej, innego zastępce . :)

#120. – Scott Snyder, Greg Capullo, Danny Mikki – „Batman- Rok Zerowy: Mroczne Miasto”

Standardowy

Pierwsza część komiksu duetu Snyder/Capullo „Batman- Rok Zerowy: Tajemnicze Miasto” zakończyła się pojawieniem się Riddlera i wielkim blackoutem Gotham. Oczkiem w głowie władz porządkowych nie jest jednak Nygma, lecz Batman. Policja ściga jednak Nietoperza uważając go za poplecznika Riddlera nie zauważając, że Zagadka za jego plecami szykuje plan wprowadzenia całkowicie nowych rządów w Gotham. Tytuł komiksu jest nawiązaniem do „Roku Pierwszego” Franka Millera. Jednocześnie ma to również swoje odniesienie w fabule. Ale o tym nieco później.

Riddler w szybki sposób rozsiewa chaos, po to by przejąć kontrolę na miastem. Gra Nygmy jest prosta. Mieszkańcy Gotham muszą zmądrzeć. Codziennie o wyzywa gothamczyków na pojedynek. Orężem nie jest jednak broń w klasycznym rozumieniu, lecz zagadki. Riddler wtedy odpuści, gdy ktoś go zagnie. Szkopuł tkwi jednak w tym, iż jeśli delikwent zada zagadkę na która zna on odpowiedź ląduje w dole z dzikimi bestiami. Ot jakie to atrakcje oferuje pan w zielonym meloniku.

Geneza Batmana autorstwa Snydera różni się nieco od tej klasycznej  pióra Franka Millera. Autor „Amerykańskiego Wampira” jednak na niemal każdym kroku oddaje hołd swemu poprzednikowi i to w naprawdę godny sposób. Kadr na którym Batman hopsa sobie na tle błyskawicy czy ten z w którym siedzi na liniach wysokiego napięcia są otwartym salutem w stronę poprzednika. Inaczej jest jednak przedstawiona relacja Wayne- Gordon. Obydwie są jednak na tyle dobre, że dla fanatyka Batmana jest to nie lada zgrzyt. Snyder czy Miler ? To równie trudny wybór jak pomiędzy DC, a Marvelem.

Co nieco o Gordonie. To ten sam rudy, wąsaty okularnik kopcący faje jak smok. Człek o silnym kręgosłupie moralnym i poczuciu sprawiedliwości. Po jednej z klęsk Gacka otwarcie staje się jego sojusznikiem, przy czym warto zaznaczyć, że sojusz ów jest nadal dość specyficzny. Niby jest bat- sygnał, niby jest zaufanie, ale w głębi duszy policjant czuje się nieswojo w obecności gościa przebranego za nietoperza. A szczególnie ten jego sposób nagłego znikania… A skoro mowa o Gordonie warto wspomnieć, że policja w Gotham jest tak samo skorumpowana jak była. Niby wszystko na nowo, ale pewne rzeczy są niezmienne. :D

Riddler był zawsze dla mnie postacią ciekawą, lecz nie mogącą sobie stanąć w szeregu z Jokerem. Lubujący się w zagadkach i łamigłówkach wydawał się niekiedy wręcz komiczny w tym swoim meloniku i  zielonym garniaku w motywy pytajnika. Snyder jednak z drugoplanowego przeciwnika Batmana robi prawdziwego wirtuoza inteligentnego terroryzmu. Nygma doprowadza Gotham do upadku. Sprytnie manipuluje nie tylko Gackiem, ale i służbami porządkowymi próbującymi poradzić sobie z zaciemnieniem i huraganem. A gdy wszystko wydaje się być o krok od capnięcia Riddlera ten zaczyna prawdziwe widowisko. Nygma nie posługuje się bandami terrorystów, nie nadużywa wybuchów i nie podkłada atomówki pod miasto. Wykorzystuje wynalazki różnorakich naukowców związanych z Luciusem Foxem, a tym samym z firmą Wayne’a by niemal doprowadzić miasto do ruiny. Na uwagę zasługuje akcja pro- ekologiczna z udziałem specyfików przyszłej Poison Ivy. 

Obok Riddlera pojawia się makabryczny Doktor Śmierć. Ksywę swą zawdzięcza dość odważnym praktykom lekarskim w którym pacjenci witali się z gąską po drugiej stronie. Można rzec więc, że konkurencja dla łódzkiego pogotowia. Jednak nie ciągotami handlem żywym/martwym towarem sprawiały, iż zyskanł on swój przydomek. Doktorek wymyślił specyfik który usprawnia szkielet. W razie jakiegokolwiek urazu kość w tym punkcie twardnieje, co w praktyce miałoby szereg zastosowań. Jak to bywa z takimi wizjami efekt jest nie do przewidzenia i uczony zostaje maszkarą godną dołączenia do panteonu dziwactw Gotham. Nie jest on głównym oponentem Batmana, jednak jako pionek Riddlera jest kłopotliwy i stanowi poważne zagrożenie.

I kilka pokłonów znów w stronę Grega Capullo. Sposób w jaki tworzy atmosferę nie tle chaosu, co obłędnego klimatu miasta i w jaki sposób „odmładza” Bruce’a jest niewiarygodny. Młody Gacek jest rozpoznawalny, ale jednocześnie wygląda młodzieńczo. Kolory w komiksie mają równie duże znaczenie co w pierwszej części „Roku Zerowego”. Intensywność, nasycenia, barwa… Nie są to na pewno standardowe odcienie, a tworzące określoną rolę barwy. Od fioletów, czerwieni i żółci po przepiękną zagadkową zieleń. To wszystko zasługa FCO Plascencia. Kolorysta po prostu czaruje. Wszystkie te kolory, tak odmienne od standardowych, mrocznych odcieni  dominujących w historiach z Gackiem, zaskakująco pasują do opowieści Snydera. Jak widać, nawet Batman może być przedstawiany w jasnych barwach. Nadmienię tylko, że swego czasu autorzy odpowiedzialni za wizualną stronę komiksu pracowali nad Spawn’em.

Pod koniec pojawia się znów Harper Row . Podobnie jak Wayne jest dużo młodsza, lecz już przejawia swą niepokorność i pomysłowość. Blue Bird może okazać się naprawdę interesującą postacią. Innym małoletnim pomocnikiem Batmana pojawiającym się na kartach drugiego tomu „Roku Zerowego” jest Robin. Lecz nie jest to Grayson, Todd, Drake  ani Wayne jr. :)

Podsumowanie: Snyder nie niszcząc legendy „Roku Pierwszego”, a wręcz niejednokrotnie oddając mu należyty hołd świeża i pomysłowo przedstawił pierwsze kroki Gacka. Dzieło Snydera jest równie ponure jak te autora „300″ jednak jest to inny rodzaj mroku. Miller podchodzi blisko pod noir, zaś w „Roku Zerowym” mamy klasyczny scenariusz”Rok Zerowy” jest dużo bardziej nowatorski, klimatyczny i nie tak „ultimate’owy” niż „Ziemia Jeden”, a przy tym rozwija więcej wątków. Scott Snyder to najlepsze co przytrafiło się Batmanowi w ostatnich latach. Bez wątpienia ma szansę na stawianie w szeregu z Moore’m, Loebem czy Millerem. A gdy jeszcze wydane zostanie wydane u nas „Endgame”…

PS: Zastanawia mnie jedno. Czy piosenka „Tokyo Moon” wspomniana przez Doktora Śmierć to wymysł Snydera, czy ten utwór został napisany naprawdę ?

#99. – Scott Snyder, Greg Capullo, Danny Mikki – „Batman: Rok Zerowy- Tajemnicze Miasto”

Standardowy

 batman-rok-zerowy-tajemnicze-miasto-tom-4-b-iext26025523Wszyscy znają genezę Batmana. Oto feralnego dnia w którym giną Thomas i Martha Wayne wszystko się zaczęło. I dla Batmana i jak sie okazuję dla Gotham . Rodzice giną z rąk nieznanego sprawcy, a dalej już z górki Rozpacz, ucieczka z Gotham i powrót. Powrót do miasta które zostało odmienione tą zbrodnią. Nie, nie- jeszcze nie czas na Jokera, Two- Face’a i innych czubków. To czas gangów i przestępczości. Czas „Rzymianina” Falcone’a i Salvatore’a Maroni. Tak brzmią kanoniczne początki Batmana. W New 52 jest jednak troszeczkę inaczej.

Scott Snyder odważnie począł więc budować historię początkującego Batmana na nowo. I to jeszcze zanim wdział on swą pelerynę, czyli na rok przed tym jak zaczął pisać jak Miller zaczął swój „Rok Pierwszy”. Miasto do którego wraca jest jednak przesiąknięte przestępczością i ustawicznie terroryzowane przez gang Red Hooda. Nic dziwnego więc, że przyszły Nietoperz odczuwa silną potrzebę naprawy swego miasta. Mimo to młody Bruce nieco mnie irytuje. Zachowuje się jak sztubak łaknąc sprawiedliwości, lecz nie ma tak naprawdę pojęcia jak się zabrać za jej wymierzanie. Szczególnie gdy ma się do czynienia z kimś takim jak Red Hood. Snyder i Capullo puszczają przy okazji Hooda oko w stronę czytelnika. W pewnym momencie bowiem widać dość charakterystyczny profil owego jegomościa i jego kolor oczu. A jak uważne nietoperzątka pamiętają, Papcio Moore’e jasno wyjaśnił kim był Red Hood…

Ważnymi postaciami w tym okresie są Alfred Pennyworth i wuj Philip. Obaj są przykładem osób wiernie oddanych Wayne’owi i każdy na swój sposób to okaże. Jeden z nich też zapłaci za tą wierność wysoką cenę. Relacje z nimi są szorstkie. Jak wspominałem młody Bruce zachowuje się dosyć buntowniczo- nastolatkowo. Pretensje są kierowane zarówno w stronę Alfreda jak i do swego wuja. Na szczęście jednak  Bruce dojrzewa nie tylko do roli Batmana, ale i samego dziedzica imperium Wayne’ów. Swoją drogą świetny zabieg ze strony Snydera.

Kolory w komiksach o Batmanie zazwyczaj są mroczne, ponure i wesołe jak ponaglenie z banku. Tutaj jednak jest ciut inaczej. Komiks maluje się w żywych, soczystych, momentami nawet jaskrawych barwach. Wydawać by się mogło, że to nie pasuje do Nietoperza, lecz autorzy wiedzieli co robią. Barwy takie dodatkowo bowiem nadają młodemu Wayne’owi dynamiki, pewnej aerodynamiczności ( czytajta komiks by wiedzieć o co chodzi ) i młodzieńczości która świetnie zlewa się ze scenariuszem.

untitled-1-1371027391

Obok Red Hooda pojawia się Riddler. Edward Nygma jest jednym z tych adwersarzy Batmana którzy  stoją w pierwszym rzędzie zaraz obok Jokera. Tutaj jest doradcą wuja Bruce’a. geniuszem odpowiadającym za rozwój korporacji Wayne’a. Relacja szef- podwładny jest jednakowoż dosyć specyficzna. Jest to raczej coś w rodzaju kontaktów na linii kot- człowiek. No niby ten futrzak to zwierze, niby na utrzymaniu człowieka, aleeee… No właśnie.

Capullo. Po prostu ubóstwiam jego kreskę. Dotychczas myślałem, że rysownik Spawna jest najlepszy w ilustrowaniu ciężkich i mrocznych historii- nic bardziej mylnego :) Tutaj artysta ukazał kinder- Batmana świeżo i pomysłowo, który dzięki delikatnym zmianom  odmładzającym twarzy, złagodzeniom jej rysów prezentuje się jak młody, gniewny nieopierzony (?) jeszcze Nietoperz. Również inne postaci jak Red Hood i Riddler prezentują się przyzwoicie. Złowieszczy uśmiech Hooda spod kasku i gabinet Riddlera tworzą nieziemski efekt sprawiający, że postaci ten to nie kolejne słupki stojące na drodze Nietoperza.

Jest też kilka momentów które zapadają w pamięć. Upadek Red Hooda do kadzi z środkiem chemicznym, wyśmienity prolog oraz najlepszy z całego komiksu- gdy Wayne siedzi obity jak piniata naprzeciwko popiersia swego ojca co jest jednoznaczne z narodzinami Batmana. „Tak Ojcze. Stanę się Nietoperzem”.

BM23_2

 

Jako dodatek dołączono trzy historie opowiadające o losach Bruce’a Wayne’a zatytułowane po prostu „Bruce Wayne”. Autorem ich jest dodatkowo James Tynion IV czyli współtwórca „Szpona”. Opowieści są pełne akcji, lecz odniosłem wrażenie, że Bruce był w nich bardziej hardy i dorosły, niż po powrocie do Gotham. Ze wszystkich najbardziej podoba mi się „Dół”- nieco ukazując, że mimo swej młodzieńczości Batman, nie będąc Batmanem, jest już Batmanem. :D Za kreskę odpowiada Rafael Albuquerque który z kolei objawił swój kunszt w poprzednich tomach. Bardzo ciekawe króciutkie opowieści, rozluźniające po dość napiętym zakończeniu.

Podsumowanie: Snyder to odważny scenarzysta. Nie tylko nawiązał tytułem do legendarnego komiksu Franka Millera- „Roku Pierwszego”, ale i oznajmił, że jego dzieło będzie równe temu autora „Sin City”. I póki co idzie mu całkiem nieźle… Jest to oczywiście pierwszy tom, jednak już widać, iż Snyder podszedł do niego przemyślanie, zgodnie z mitologią Mrocznego Rycerz i z rozsądną dawką odświeżenia origin’u postaci. Scott Snyder zapisuje się złotymi zgłoskami w mitologii Mrocznego Rycerza. Od Sów, poprzez Śmierć Rodziny do Roku Zerowego… Całość jego dotychczasowego runu wydanego w Polsce jest godną pozycją na półce. A współpraca z Gregiem Capullo sprawia, że tworzy się kolejny niezły duet.

Ocena: 9/10

ZY01 (1)

#89. – Scott Snyder, James Tynion IV, Guillem March- „Szpon t.1- Utrapienie Sów”

Standardowy

 

233676_A800szpon_1

Gdy tylko zobaczyłem ten tytuł poczułem lekkie zażenowanie. DC już odcina kupony od udanego „Trybunału Sów” ?”. Zapewne sukces dzieła Snydera i Capullo miał w powstanie tej serii swój wkład, jednak nie znaczy to, że nie jest ona dobra i poszerzająca sowi wątek w Gotham.

Tytułowa postać to nie jeden z ożywionych zabójców, a jak najbardziej żywy renegat wśród Szponów – Calvin Rose. Przed pełnieniem funkcji killera Trybunału Rose był mistrzem ucieczek w cyrku Haley’a- czyli swoistego przedszkola Sów.  Talentu pozazdrościł mógłby mu nawet sam Houdini, więc Trybunał zwrócił na niego uwagę, co było już bezpośrednią drogą do kariery Szpona. Jednak  Rose miał to czego nie miał żaden spośród jego poprzedników- sumienie. Do czasu ostatecznej próby był nieźle zapowiadającym się zabójcą. Zasady którymi kieruje się jednak sowia organizacja nie przypadły mu do gustu , a zadanie do którego został oddelegowany okazało się ponad siły Szpona. Ba ! Rose całkowicie sprzeniewierzył się swym mocodawcom i wraz ze swym „celem” połączyło go głębokie uczucie.

Snyder i Tynion IV przybliżają nieco lepiej oblicze Trybunału. Bodaj najbardziej dziki ze Szponów- Felix Harmon, zwany Rzeźnikiem z Gotham jest postacią dziką i zabójczo groźną. Wielki jak góra, ze szponami u dłoni i o paszczęce pełnej kłów. O psychice sadystycznego mordercy i niepokorności skazującej go słusznie na wykluczenie. O’Malley’owie. Czyli dziadek, ojciec i syn w służbie Trybunału. Oraz Benjamin Orchard- wydziedziczony syn ówczesnego Wielkiego Mistrza Trybunału. Końcowa scena z jego udziałem- czyżby inspiracja dla twórców „Death of Wolverine” ?  Doskonale obrazuje to, że Szpony to nie tylko maszyny do zabijania, ale sówki  charakterem. Tu chciałoby się mieć dzieło które opowiada wyłącznie o Trybunale- jego historii, „tradycjach” i oczywiście Szponach.

Poza wartką akcją mamy tu piękny przykład tego, że Trybunał działa przede wszystkim trucizną, nie zaś szablą. Wplątuje Rose’a w zagmatwany wewnętrzny spór który ma również swoje powiązania z Batmanem. Sam Wayne’e pojawia się pod koniec tomu, żeby… Właściwie to chyba tylko dlatego, żeby czytelnik nie zapomniał, że to on jest szeryfem w Gotham. Zaraz po Gordonie oczywiście.

March jak rysownik potrafi zaciekawić. Tylko kolory… Odniosłem wrażenie prześwietlenia kadrów, rozpaćkania niektórych barw. Jednak sam wygląd Szpona jest wymyślony ciekawie. O ile w przypadku tych złych Szponów od razu widać, że nie mają zamiaru przytulić i uratować z płonącego wieżowca, o tyle Rose wygląda jak podmiejski heros godny miasta Gotham.

talon-escapes-the-gotham-butcher

Mały spoiler na pobudzenie apetytu. Pod koniec pojawia się legendarny przeciwnik Batmana. I nie chodzi mi tu o tego bez twarzy, ani z dwiema twarzami. Jest jednak strasznie… Jadowity :)

Podsumowanie: Komiks pozytywnie mnie zaskoczył. Liczyłem na typową taktykę odcinania kuponów, a otrzymałem przyzwoite dzieło które może sporo wnieść do Gotham. No i Szpon nie jest, jak się spodziewałem, ponurakiem jak kolega przebrany za nietoperza, ale dynamicznym i aktywnym materiałem na herosa.

Ocena: 8/10

Talon_Vol_1_3_Textless

#60. – Scott Snyder, Greg Capullo – „Batman: Miasto Sów”

Standardowy

BatmanMiastoSow

Po wydostaniu się z labiryntu Trybunały Sów, Batman szykuje się na najgorsze. Co prawda przygotowania te przypominają bardziej luźne dywagacje niż realne działania… Ale za to Sowy nie próżnują. Ożywione wszystkie generacje Szponów ruszają na Gotham. Biorą na cel najważniejsze persony w mieście. Na ich liście znajdują się między innymi nowy burmistrz, Jim Gordon, a nawet sam Pingwin. Oprócz tego rusza szturm na posiadłość Wayne’a. Pojawia się tu całkiem ciekawy nowy kostium Batmana :)

Rozprawa z Trybunałem jednak nie jest łatwa, a nowe fakty z przeszłości Batmana wprawią go w sporą konfuzję. Nieoczekiwaniem dla mnie był niejako ostatni i najnowocześniejszy Szpon. To kto kryje się pod maską i z jaką łatwością radzi sobie z Mrocznym Rycerzem zadziwia. Ujawniają się też pierwsi członkowie Trybunału.

Rozdział poświęcony Mr Freeze’owi jest chwilową odskocznią od fabuły. Odskocznie bardzo dobrą warto wspomnieć. Lubujący się w niskich temperaturach czarny charakter z kloszem na głowie nigdy jakoś mi nie imponował. Daleko mu do czołówki nietoperzowych adwersarzy, a i Arnold jakoś mnie zniechęcił do same postaci. Tutaj jego historia opowiedziana jest nieco bardziej ciekawie niż w oryginale. Cóż- mogę powiedzieć tylko tyle, że Victor Fries był oszołomem od początku. Za rysunki odpowiada tu John Layton- ten sam który ilustrował doskonałe „Imperium Pingwina”.

Po zakończeniu historii mamy jeszcze dwie mniejsze opowieści- jednak z nich to pamiętnik Jarvisa Pennywortha gdzie pojawiają się wzmianki o Trybunale, drugi to historia niejakiej Harper Row, młodej dziewczyny która ma niezwykły talent do elektryki. Wspomnienia starszego Pennywortha są napisane znakomicie. Rosnący niepokój i napięcie kamerdynera czuć coraz silniej wraz z następnymi kadrami. Albuquerque naprawdę postarał się w tym rozdziale. Opowieść o Harper Row ( czyli przyszłej Bluebird ) może budzić kontrowersje. Bratem Harper jest niejaki Cullen. Chłopak jest homosiem do tego mieszkającym w dzielnicy w której Rorschach czułby się jak w domu, a co za tym idzie, nie był zbyt, ujmijmy to delikatnie, popularny. Gdy jego siostra wygrała zaproszenie na galę Wayne’a, ten dostał solidne bęcki od chłopaków z dzielni. Dalsze wydarzenia prowadzą do spotkania rodzeństwa z Batmanem. I fascynacji nim. Warto wspomnieć, że to Harper uratowała Nietoperza w „Trybunale”. Tak jak zirytowało mnie zrobienie z Alana Scotta w aletrnatywnym świecie w New 52 geja, tak tutaj homosiowość młodszego z rodzeństwa Row nie drażni. Ależ ze mnie nienowoczesny ciemnogrodzianin…

Batman-Heavy-Armour

Grafiką w samej historii związanej z Sowami zajął się ponownie Capullo. Człowiek ten jest geniuszem jeśli chodzi o historię o tym klimacie. Kilkoma stronami jednak zaopiekował się Rafael Albuquerque. Styl nieco cięższy i wyrazistszy niż ten Capullo, lecz wygląda on przyzwoicie. Rysownik ten pojawia się również we wspomnieniach ojca Alfreda. Tam już pokazuje nieco więcej :) Ostatni zaś rozdział poświęcony Harper ilustrują Becky Cloonan i Andy Clarke. Z tego tandemu jednak to dama wychodzi zwycięsko. Jej nieco mangowa kreska pasuje do postaci i tworzy odrębny, wyraźnie odznaczający się klimat od całości „Miasta Sów”. Clarke, który rysował podobnie jak Layton w trzecim tomie Batman: Detective Comics” spisał się nieźle, lecz kreska Cloonan jest o wiele milszą odmianą od mrocznego stylu głównego rysownika.

Snyder i James Tynion IV scenariuszowo kreślą opowieść znacznie dynamiczniejszą niż poprzednia część. Mniej tu tajemniczości i niepokoju, więcej mordobicia i walki. Co nie umniejsza faktu, że Trybunał to przeciwnik mogący iść w konkury z Jokerem czy Bane’m.

Podsumowanie: Po wybitnym „Trybunale” otrzymujemy historię w której główne skrzypce gra już nie Trybunał, a Batman. Opowieść ma jednak sporo do zaoferowania i jest godną kontynuacją pierwszej części.

Ocena: 8,5/10

2404106-owl_to_bat

#40. – Scott Snyder, Greg Capullo – „Batman: Trybunał Sów”

Standardowy

121382-352x500

Gdy słyszę o jakimś hicie odczuwam lekkie rozbicie. Z jednej strony może to być spopularyzowany chłam, a z drugiej faktycznie wartościowe dzieło. Gdy więc usłyszałem pozytywne opinie o „Trybunale Sów” podeszłem do nich z dystansem. W międzyczasię przeczytałem „Śmierć Rodziny” autorstwa duetu Snyder-Capullo. Odsyłam do recenzji komiksu. Wspomnę tylko, że mój głód na Batmana z New 52 wzrósł. :) I tak wziąłem się za pierwszy batmanowy tom Nowego DC Comics.

Gotham to Batman. To najczęstsza opinia mieszkanców tego miasta o nim. Gotham to również Joker. Batman i Joker. Dwie strony monety Two Face’a. Porządek i chaos. Jednak co jeśli jest coś jeszcze w cieniu ? Poza zasięgiem szaleństw Jokera i czujnego oka Batmana ? Co jeśli to coś jest jak zamrożony od wieków iwrus który rozpoczyna epidemię ? Co jeśli Gotham to Trybunał Sów ? Wspominana w legendach i rymowankach organizacja która manipuluje miastem jak kukiełką, a ten kto stanie na jej drodze ginie w niewyjaśnionych okolicznościach ?

Snyder przedstawił Batmana z jego detektywistycznej strony. Nietoperz szuka odpowiedzi na tajemnicze morderstwo dokonane przez profesjonalistę używającego noży w sowimi motywami. Wkrótce okazuje się, że na liście tajemniczego mordercy znajduje się Bruce Wayne. Śledztwo przynosi nadzwyczaj owocne rezultaty. Zabójcą okazuje się siepacz Trybunału- Szpon. Zanim jednak Batman odkrywa wszystkie elementy układanki sam wpada w pazury Sów. Przeciwnik nie prowokuje, nie rzuca się do otwartej walki. Zbija z nóg swą ponadczasowością, swym mrocznym dziedzictwem.

To chyba jedyny przypadek który znam gdzie Nietoperz wydaje się być malutki wobec swoich przeciwników. Śmieszna peleryna, wymyślne gadżety okazują się być niewystarczające wobec siły Trybunału Sów. Sama organizacja jest błyskotliwie nakreślona. Do końca nie wiemy kim są, jaką właściwie funkcję spełniają w Gotham i czym jest dla nich to miasto. Czuć tutaj nutki horroru, lecz przeważa charakterystyczny dla Batmana mglisty klimat.

Greg Capullo doskonale zobrazował próbę doprowadzenia do szaleństwa Bataman przez Sowy. Takiego spektaklu nie powstydziłyby  się takie tuzy Arkham jak Joker czy Scarecrow. Mroczny Rycerz traci swoja „batmanowość” i staje się wycieńczonym i wodzącym obłąkanym wzrokiem wrakiem. Uświadamia sobie, że zagrożenie które dotąd bagatelizował jest nadzwyczaj wielkie. Że tym razem nie jest to pojedynczy oszołom z Azylu Arkham, a zorganizowane, liczące sobie kilka wieków zgromadzenie które przelewało już nawet krew jego przodków.

 Court_of_Owls_008

 

 Podsumowanie: Batman napisany od nowa jest równie dobry jak jego dawne historie. Snyder to zdolny autor, a jego kompan od rysunków- Greg Capullo jest niemal jego drugą artystyczną połową. Sam „Trybunał Sów” ma pewne miejsce w panteonie epokowych dzieł o Nietoperzu. Pisałem to już kiedyś i napisze ponownie- Gacek ma wręcz ogromne szczęście do wyśmienitych historii. Do wielkich nazwisk komiksu dołącza Snyder> :)

Ocena: 9,5/10

Strzeż się Trybunału Sów.
Co wszystko widzi wokół.
I rządzi Gotham tak, jak chce.
Choć nie wychodzi z mroku.

Trybunał wie, co dzieje się
W twym łożu i umyśle.
Gdy choćby „sowa” szepniesz, on
za Tobą Szpona wyśle.

3404.court-of-owls.jpg-450x450

#30. – Scott Snyder, Greg Capullo – „Batman: Śmierć Rodziny”

Standardowy

BatmanSmiercrodziny

New 52, a po naszemu Nowe DC Comics to projekt wydawców Batmana i Supermana który całkowicie zresetował dawne uniwersum i napisał historię herosów głównego oponenta Marvela od nowa. Jak w każdym tak wielkim przedsięwzięciu niektóre historie są gorsze, a niektóre lepsze. Szczęście jednak jak zwykle ma Batman, który w „starym” uniwersum ma historie takie jak „Zabójczy Żart”, „Azyl Arkham” czy „Długie Halloween”. Tutaj po genialnym „Trybunale Sów” i jego kontynuacji mamy „Śmierć Rodziny”. Tytuł sam w sobie nawiązujący do historii śmierci Jasona Todda- drugiego Robina. A to dopiero początek ukłonów Snydera w stronę mitologii Mrocznego Rycerza.

Joker powraca do miasta ( swoją drogą- jak Batman ma mieć kłopoty to zawsze wtedy gdy Joker wychodzi/wraca/przybywa… :D ). Rok temu stracił twarz. Dosłownie. Niejaki Dollmaker ( za jego przyzwoleniem…) pozbawił go skóry jego wyszczerzonej, białej facjaty. Joker okazuje się być teraz jeszcze bardziej nieprzewidywalny i stuknięty niż przedtem. Wayne jednak ma się na baczności. Ale czy czujność i przygotowanie Batmana ochroni także jego Rodzinę ? Co do samej rodziny- składa się ona z Nightwinga ( Dicka Greusona- pierwszego Robina ), Red Hooda ( zmarłego w pierwotnej serii Jasona Todda, dla przypomnienia drugiego Robina ), Robina ( syna Bruce’a- Damiena) i Red Robina ( Tim Drake czyli trzeci Robin …) + Batgirl- córa Gordona ( Oracle w klasycznym Uniwersum DC). Czyli jakby nie patrzeć czterech Robinów i Batman w spódnicy. No i stary Alfred. I mimo pozornej nieporadności odegra tu kluczową rolę. Jednak mimo powtarzalności funkcji podopiecznych Bruce’a jego nietoperzowa rodzina prezentuje się dobrze :).

W „Śmierci Rodziny” znajdziemy ogromną liczbę nawiązań do pierwotnego Uniwersum DC. Fakt, że historia w Polsce została ocenzurowana psuje niektóre smaczki, jednak przyjęcie w Arkham zorganizowane przez Jokera, mała potyczka na tamie i wiele innych są naprawdę ogromnym hołdem dla Batmana. Snyder znakomicie wymieszał kanoniczne motywy z nowym scenariuszem, w którym Joker naprawdę przechodzi samego siebie. Ponadto mamy tutaj znów  rozgrywkę pomiędzy dawnymi adwersarzami. Joke posuwa się nawet do kokietowania Batmana, jednak jest to rodzaj prowokacji, próby zagrania na psychice Wayne’a.

Capullo spisał się już na medal w „Trybunale Sów” i „Mieście Sów”. Nowy wizerunek Joke’a jest turpistyczny i jeszcze bardziej diaboliczny niż poprzedni. Joker w swoim roboczym kombinezonie nie jest może chaotycznym, lecz stylowym świrem, ale obłąkanym, jeszcze większym szaleńcem mającym swoją idee fixe na punkcie Batmana. Doskonały jest też wygląd Rodziny Batmana. Prezentują się razem naprawdę nieźle, tworząc sporą grupę młodocianych pomocników Batmana. I pomyśleć, że pierwotnie Robin hasał w krótkich portkach…  Nieco irytować może twarz cherubinka Bruce’a. Ale przecież na co dzień Bruce Wayne to nonszalancki miliarder nieprawdaż ?

DeathofTheFamilyJoker

Jak w każdej bardziej znaczącej historii spod znaku nietoperza pojawiają się klasyczny przeciwnicy Batmana, m in : Two Face, Pingwin czy Riddler. Jednak są oni bardziej elementem gry Jokera, niż samodzielnymi postaciami. Jest to delikatne podkreślenie, że może i Batman ma za oponentów bandę czubów, ale czubem naczelnym jest nie kto inny jak Joker.

Jako bonus dostajemy znakomitą obwolutę- maskę która dla każdego komiksowego geeka jest wielką radochą :D

Podsumowanie: Poziom twórczości duetu Snyder-Capullo może zanieść ich wśród gwiazdy twórczości Batmana, a „Śmierć Rodziny” stać się komiksem wspominanym w przyszłości jak dziś wspomina się dzieła „Powrót Mrocznego Rycerza” czy „Zabójczy Żart”. Dzieło o „nowym” Batmanie który nie zaprzepaszcza dziedzictwa „starego” kontynuując jego legendę.

Ocena: 9/10

2857296-nw16cr