#98. – Vladimir Volkoff – „Montaż”

Standardowy

montaz

Przyznam się ze wstydem, że powieść szpiegowska kojarzyła mi się z Ianem Flemingiem,  gadżetami jak rakiety w zderzaku sportowego wozu, ukrytymi pistoletami i pięknymi kobietami. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że twórca Jamesa Bonda fantazjuje ( choć on sam ma nieco mglistą przeszłość… ) i praca wszelkich tajnych służb to zupełnie coś innego. Powieść Volkoffa jednak otrzeźwiła mnie absolutnie, a nawet więcej- przeraziła.

Głównym bohaterem jest Aleksander Psar. Syn „białego” Rosjanina, który uciekwłszy przed bolszewickim terrorem na ziemię francuskie stara się ułożyć swe życie na emigracji, jednak tęsknota za ojczyzną wciąż tli się w jego sercu. Niestety Psar senior nie dożywa powrotu do odmienionej ojczyzny, zaś na łożu śmierci powierza to zadanie swemu synowi. Syn jednak przechodzi na ciemną ( czerwoną ) stronę mocy…

Jak każdy wyobraża sobie funkcjonariuszy KGB ? Koniecznie taki ktoś musi mówić z przyciężkim, wschodnim akcentem, mieć niedogoloną i podłą gębę i najlepiej żeby nosił papachę z czerwoną gwiazdą. Taki ktoś również zachowuje się jak szpieg z Krainy Deszczowców. Podejrzanie, łypie wszędzie taksująco i coś mamroce pod nosem. Volkoff obala ten idiotyczny mit w proch. Bo czy diamentowy Abdulrachmanow czy złoty Jakub Mojsiejewicz Pitman nie przypominają bardziej władców marionetek niż sowieckich odpowiedników Bonda ? I czy ich działalność nie polega bardziej na wpływaniu na społeczeństwo danego kraju i urabianie go jak glinę, niż na ratowaniu świata przed kolejnym zwariowanym złoczyńcą z atomową walizką ? Dezinformacja bowiem to broń silniejsza niż całe tony ołowiu. Rzecz jednak o samej postaci Abdulrachmanowa. Charyzmatyczny, groźny i niesamowicie inteligentny człowiek którego naprawdę należało się obawiać. Zdawało mi się, że to istota niemal boska, mająca wszystko i wszystkich pod całkowitą kontrolą. Jakie słowo pasuje mi do niego najbardziej ? Tytan. Sowiecki Tytan.

Książka ukazuje jednak bardziej obraz Francji niż Rosji. Państwa które zatopiło się niczym owad w żywicy w swojej laickości, zachodnim socjaliźmie dla niepoznaki nazywanym lewicą i multikulturowością. Znana jest fascynacja Francuzów Rosjanami i na odwrót. To w jaki sposób rodacy de Gaulle’a reagują na pewnego ułaskawionego rosyjskiego więźnia przypomina zachwyt mediów gwiazdą rocka. Fakt faktem, że doświadczyli oni tego dwukrotnie i obydwaj Kurnosowowie cieszyli się porównywalna popularnością świadczy o tym, że nie był to dojrzały podziw wobec męża stanu, a oklaskiwanie wschodniej egzotyki. I chełpienie się jacy to my fajny, jak to my Ruskim komunistom zagrali na, nomen omen, nosie.

Język książki nie jest zbyt lekki i swobodny. Powieść wymaga czasu i skupienia. A przede wszystkim- niektóre fragmenty wymagają ponownego przeczytania. Nie dlatego, iż są niezrozumiałe lub przekombinowane, lecz są na tyle mocne, iż nie sposób do nich nie wracać. Ot choćby rozmowa w katedrze Notre Dame czy większość fragmentów z Abdulrachmanowem. Akcja rozwija się powoli, niektóre fragmenty skłaniają do refleksji. Volkoff jako były funkcjonariusz tychże służb okazał się być na tyle zdolnym pisarzem, iż przekuł swą wiedzę i doświadczenia na piękne ostrze.

Podsumowanie: Powieść jest wciągająca i przerażająca zarazem. Sposoby działania KGB udowadniają, że Rosjanie to nie tylko banda kacapów krzycząca „hurrrraaaa” biegnąca i padająca pod kulami przeciwnika, a naród inteligentny, dbający o własne interesy ( co nie jest równoznaczne z pojęciem cywilizowanego traktowania szarego obywatela ) i potrafiący dać w nos nawet poważnemu graczowi na scenie politycznej. Najbardziej przerażające jest to, że obecny prezydent- car Rosji to dawny funkcjonariusz tychże służb, a nasi przywódcy to człowiek robiący błędy ortograficzne i polujący na szaraki misiowaty niezguła i cwaniaczek potrafiący dbać jedynie o swój wizerunek i charatać w gałę. Bo któż wierzy, że nieudolna lekarka jest faktycznym pierwszym ministrem ?

Ocena: 9,5/10

#90. – Rafał A. Ziemkiewicz- „Jakie piękne samobójstwo”

Standardowy

Rafał-Ziemkiewicz-Jakie-piękne-samobójstwo-fot.-Fabryka-Słów1Są patrioci- realiści i są patrioci- idioci. Pierwsi z nich patrzą na historię i aktualną politykę chłodno, bez łusek brązownictwa i fascynacji daną postacią. Drudzy hołdują patetycznym hasłom, nie przyjmują za nic do wiadomości czarnych epizodów w życiorysie ich wzorców. Pierwsi wiedzą, że tylko realizm światopoglądowy i niekiedy instrumentalne podejście do rzeczywistości pozwoli uniknąć powtarzania błędów i daje szanse na czystszą ścieżkę w przyszłość. Drudzy wolą trwać w przekonaniu, że nawet jeśli politycy popełnili jakiś błąd zrobili to przynajmniej heroicznie i ładnie. O ile „ładnie” można umierać…

RAZ na szczęście należy do pierwszej grupy publicystów. Już w czasie pisania „Polactwa” zarzucano mu anty- polskość. I  to nie tylko lewa strona, ale również prawa. Książką „Jakie piękne samobójstwo” dolał oliwy do ognia który rozpalił jego redakcyjny kolega- Zychowicz.

RAZ ukazuje realia i mentalność Polaków Drugiej Rzeczypospolitej. Kraju nieporównywalnie lepszego od obecnej Polski, jednak nie idealnego. Wiara w mocarstwowość tamtejszej generacji Polaków ustępowała tylko wierze w sojuszników. Naiwność polityków wysokiego szczebla wręcz wołała o pomstę do Nieba, a chodzenie po omacku elity po śmierci Marszałka jeszcze to pogłębiło. Ba ! Nie otrzeźwiła ich jawne porzucenie przez Francję i Wielką Brytanię po 1939 roku. Nadal uważali ich za „sojuszników”. Również późniejsza ślepa wiara w sojuszników ze wschodu którzy to nie silili się na miodem oblane kłamstwa, lecz wchodzili w sobie znanym stylu na ziemię „wyzwolone” zatrzymując swój szturm na hitlerowców na chwilę na Warszawie, a potem zatrzymując się na kilkadziesiąt lat już po wojnie. Pokazaliśmy co prawda , że potrafimy bohatersko walczyć i ginąć z pieśnią na ustach, lecz nasza wręcz komiksowa naiwność sprawiła, że ponieśliśmy takie straty. Dlaczego komiksowa ? Bo tylko w dziełach Marvela i DC jest miejsce na heroiczne pojedynki, szlachetną ofiarność i wielkie ideały. Gdy jednak nadchodzi realna polityka, a nie daj Boże wraz z  nią realne zagrożenie trzeba stanąć twardo na ziemi i porzucić sny o tym, że krwią czy okrzykami bojowymi strącimy eskadry bombowców i rozbijemy dywizje pancerne wroga. Józef Beck i pozostali mieli na nieszczęście dla Polski inne zdanie.

A gdy wojna minęła i podczas zwycięskiej defilady na której zabrakło takich herosów jak piloci Dywizjonu 303 wszyscy ci generałowie i wodzowie przekonali się czym są papierowe alianse. Szkoda tylko, że tacy ludzie jak Sosabowski, Maczek musieli porzucić oficerskie mundury i pracować, przekładając na dzisiejszą emigrację polską, nieco metaforyzując, na zmywaku. Nie wspominając o Wyklętych którzy zginęli w z rąk rodaków. I do dzisiaj nie są odpowiednio honorowani.

Podoba mi się racjonalność Ziemkiewicza. Ukazuje on, że sposób myślenia Polaków z czasów Marszałka nie pojawił się bez przyczyny, a i ich dzisiejsi następcy mają w sobie cień ich mentalności. Wielu przecież nadal wierzy, że prezydent od podawania nogi był prawdziwym bohaterem, a zmiana ustrojowa nie była tylko upudrowaniem i mydleniem oczu. Polacy to bowiem wielki i waleczny naród, faktycznie mający w sobie coś z legendarnych Sarmatów. Lecz ich wiara w to, że inni też są waleczni i honorowi jest niekiedy dziecięco przykra. Ano Francuz, ani Brytyjczyk, ani nawet Amerykanin nie obroni RP jeśli nie będzie miał w tym swego interesu. Sojusze międzynarodowe to nie przyjaźnie kumpli z podwórka, a skomplikowane układy zależności które sprawiają, że państwo A i B jest przeciw państwom X i Y. Jednak nie znaczy to, że kompilacja traktatów i paktów nie może się w każdej chwili zmienić. Wystarczy spojrzeć na mapę sprzed stu lat, aby zobaczyć, że sojusze są zmienne bardziej niż nastrój drapieżnika. A nawet nastrój kobiety. I warto jeszcze przyjrzeć się i zauważyć, że na mapie A.D. 1915 nie istniało państwo jak Polska.

To jakie reakcje wzbudziła ta książka  jest dosyć dziwne. Bo czy książkę Jasia ( co lewacy mają z tym zdrobnieniami ?? :D ) Kapeli krytykował Tomasz Lis lub Jan Hartman ? A na prawej stronie ? A jakże ! Dziennikarze spod szyldu tygodnika braci Karnowskich niemal zrównali z ziemią dzieło Ziemkiewicza, nawet redakcyjni koledzy jak Wildstein nieco się na niej poznęcali. Krytyka dzieła RAZ-a przypominała wręcz studium. Do pewnego momentu myślałem nawet, że powstanie o tym osobne dzieło. Ale czy tak samo nie było z Zychowiczem ?

Podsumowanie: Rafał A. Ziemkiewicz to niejako mój dziennikarski mistrz. Człowiek który zaczynał jako znakomity pisarz SF obecnie jest znakomitym publicystą o zdrowych poglądach. Nie popada on w brązownictwo, ani nie dostaje ataku świętego oburzenia gdy ktoś nadmiernie wygładza i idealizuje historię. Za to niestety zbiera cięgi. A ostatnie faux pas związane z papieżem Franciszkiem sprawiło, że niestety niektórzy zacierają ręce z zawiścią.

Ocena: 9,5/10

What a beautiful suicide

#58. – Dmitrij Głuchowski – „Witajcie w Rosji”

Standardowy

witajcie-w-rosji-b-iext25219961

Dymitr Głuchowski ( albo nieco zamerykanizowane- Dmitrij Glukhovsky… ) znany jest szerzej jako autor genialnego „Metra 2033″ i jego kontynuacji. Pod jego czujnym okiem błyskawicznie rozwija się też projekt „Uniwersum Metro 2033″ skupiających wielku znamienitych pisarzy z całego świata.

Tym razem jednak czas na dzieło z nieco innej półki. Opowiadania którymi raczy nas Głuchowski są co najmniej dobre. Niektóre zaś są absolutnie genialne. Wszystkie jednak klarownie oddają klimat i realia współczesnej Rosji. Kraju w którym władcą jest car Władimir i jego wierni zausznicy, oraz kasta bojarów- oligarchów których bogactwa nie są wymieniane na liście „Forbesa”. Majątki tychże możnych są bajońskie, przywileje daleko wykraczające poza standardowe wyobrażenia zjadacza chleba, a ich mentalność, niestety, bywa różna. Od homo sovieticus- zwykłego prostaka o mentalności bandyty, po nuworyszowskie poczucie wyższości i przyspawania do piedestału.

Które z opowiadań zapamiętałem najbardziej. Kilka. Co nie umniejsza tym które nie wymienię. Przypominające nieco naszą rzeczywistość „From Hell”, kontrowersyjne „Objawienie”, pilipiukowe „Na dnie”, spiskowe „Nie z tego świata”, wybitnie oddające rzeczywistość rosyjskiej prowincji „Przed i po”, oraz „demokrację” po putinowsku- „Deus ex Machina” . I moje ulubione – „Utopia”. Ukazujące w pełni zderzenie post- sowieckiego „pana” z zachodnioeuropejską cywilizacją. I rozterka- co gorsze ? Politycznie poprawny budyń czy twardy jak zamrożone mięso neo- feudalizm ?

Język Głuchowskiego jest przewrotny kiedy trzeba, lekki w odbiorze i zarazem skłaniający do refleksji. Autor perfekcyjnie buduje obraz obecnych elit Rosji i ich poczucia przynależności do kraju, jednocześnie traktując go niemal instrumentalnie.

Podsumowanie: Dzieło dobre na dzisiejsze czasy. Gdzie obraz Rosji i samego Putina jest nieco przesłonięty wojną na Ukrainie. Autor „Metra 2033″ pokazuje, że państwo cara Władimira to nie tylko on, ale też rzesza uprzywilejowanych nuworyszów, oraz również – obywatele miast i wsi !

Ocena: 8,5/10

#48. – Janusz Korwin-Mikke – „Świat według Korwina-Najlepsze teksty”

Standardowy

i-swiat-wedlug-korwina

Zbiory wszelkiego rodzaju dzieł literackich czy publicystycznych to wykres pnący się raz wysoko w górę, a raz w przepastny dół. Najbardziej odczuwalne jest to przy antologiach opowiadań, ale również w przypadku felietonów bywa podobnie. I o ile w zbiorach historie mogą być napisane ręką świetnych pisarzy, ale też amatorów rozpoczynających swą karierę-co najbardziej wpływa na różnicę poziomów, o tyle publicystyka zwyczajnie się starzeje. Nawet świetnie napisany tekst sprzed kliku lat może być nieco nieświeży gdy czytamy go obecnie. Niektóre jednak nabierają lat jak wino- szlachetnie :)

Janusza Korwina- Mikkego nie trzeba przedstawiać. Polityk charakterystyczny, o twardych, niezmiennych poglądach. Od jakiegoś czasu również odnoszący sukcesy. Co prawda JKM w unio-parlamencie jest dokładnym przeciwieństwem różnych Rompuy’ów, ale jak sam autor twierdzi- jego euro-posłowanie to bardziej kpina z mechanizmów UE niż realne jej przeciwstawianie się.

Jak już wspominałem, felietony mają to do siebie, że tracą swą datę ważności. Korwin jednak broni się twardo, choć jak w każdym tego typu dziele publicystycznym wydarzenia w nim opisywane wydają się być historią, szczególnie przy wspominaniu o śp. Lechu Kaczyńskim czy politykach których nazwiska są echem przeszłości ( kto dziś pamięta Hausnera albo Alota ? :D ).

Pióro JKM jest bardzo, ale to bardzo charakterystyczne. Nie tylko pod względem mnogości specyficznych określeń jak d***kracja czy (tfu!) homosie, ale też formułowanych argumentów i porównań. Niestety często do niejakiego Adolfa Hitlera i III Rzeszy, które to porównania te często są o dziwo trafne. Język słowa pisanego szefa Kongresu Nowej Prawicy jest po prostu jedyny w swoim rodzaju. Gdyby JKM napisał anonimowo jakikolwiek tekst, ci którzy zapoznali się z jego stylem od razu go rozpoznają. Jak widać jego oryginalność odbija się też na jego pisaniu.

Korwin jest człowiekiem do bólu logicznym. Nie określiłbym jego poglądów kontrowersyjnymi czy odważnymi. Nazwałbym je trzeźwymi. Przyzwyczajeni do wizerunki polityka nudnego jak telezakupy, z przyklejonym uśmiechem i sypiącego próżnymi obietnicami jak z rękawa dziwimy się jaki to ten Korwin dziwny. Jak to on gada o wolnym rynku, a to się nie da tak przecież… A to znów się uczepi niepełnosprawnych. A to przeczołga feministki ( nie kobiety- feministki właśnie … :) ) choć w głębi duszy dochodzimy do wniosku, że ma rację. I choć racja to może wydać się brutalna, jest jednak prawdziwa. Widać to w tekstach

Podsumowanie: Ech ta recenzja jest stronnicza jak diabli… Po prostu cenię tegoż polityka i tyle. A jego teksty może nie zawsze są znakomite pod względem stylistycznym, lecz pod kątem logiki i racji tam przytaczanych są bardzo dobre.

Ocena: 8,5/10

#17. – Tomasz P.Terlikowski – „Operacja ‚Chusta’ „

Standardowy

6b463439bb52109557053625d1a5c1bbKsiążka która została mi udostępniona pod silnymi namowami, gdy ja upierałem się przy dziełach pewnego polityka w muszce.  Upór MMJL okazał się jednak silniejszy :D Tomasza  Terlikowskiego znałem jako świetnego teologa, nie zaś jako twórcę dzieł o tematyce dystopijnej. Dlatego też gdy książka niemal pochłonęła mnie od pierwszych stron byłem po wielkim wrażeniem pióra redaktora Telewizji Republika.

Historia ma miejsce w nie tak odległej przyszłości. Europa nadal jest zjednoczona pod wiadomym sztandarem, a Bakteria Karola Marksa sieje spustoszenie na Starym Kontynencie. Katolicy, prawosławni, muzułmanie, słowem wyznawcy niemal wszystkich wyznań, żyją w specjalnych strefach. Mówiąc więc prostszym językiem Oświeceni pozamykali Ciemnogród w gettach. Po pierwsze- aby nie „narzucali” swego światopoglądu innym, po drugie- po to by mieć nad nimi lepszą kontrolę. Religie w tym świecie nie są już jasne i jednolite. Chrześcijaństwo miesza się z religiami wschodu, islam z mistycyzmem pamiętającym czasy pogan, a większość buddystów to regularne oszołomy nie mające pojęcia o naukach Bothisattwy. Nawet wysocy dostojnicy kościelni są bardziej urzędnikami, niż duchownymi. Jednak są ludzie którzy są wierni Panu. Ojciec Jan Skorupek- opiekun Chusty nie może się pogodzić z przejęciem jej przez władze, a tym samym gniciem w anonimowym magazynie, tak aby nikt nie odważył się broń Boże ( którego nie ma ) nawrócić. Jego prośby skierowane do arcybiskupa są bezskuteczne. Jednak jego przyjaciela który jest jednak dużo bardziej stanowczy. Pod jego wpływem Ojciec Jan ucieka z relikwią. Rusza za nim pościg Biura do Walki z Fundamentalizmem.  Dramatyczna decyzja kapłana zmieni Prowincję Wschodnią ( jak nazywane są tutaj tereny RP ) i Polaków. Udowodni im, że jest coś więcej. Ktoś więcej.

Oprócz refleksyjnej treści Terlikowski serwuje nam sporą dawkę naprawdę dobrej akcji. Zakonnik i jego towarzysze są ścigani przez niejakiego porucznika Hassana Obamę i mimo jego przewagi technicznej są o krok naprzód. Do tego iście makiaweliczne intrygi Biura do Spraw Walki z Fundamentalizmem atakuje ludzi starających się wesprzeć opiekuna Chusty, działając niekiedy metodami pamiętającymi jeszcze towarzysza Berię.

Jedyną malutką wadą jest dla mnie znikome wiadomości o USA czy Rosji. Terlikowski mógłby bez trudu nakreślić monumentalną wizję świata przyszłości. Po przeczytaniu odczuwam wręcz głód i pytanie- co dalej ?

Prognozy autora wydają się być o wiele bardziej prawdopodobne niż te Orwella czy Huxley’a. Mam cichą nadzieję, że przepowiednia ta jest nieco przerysowana. Już dziś dla niektórych katolik to postać wroga, z krzyżem w jednej, a pochodnią w drugiej ręce.

Dlaczego określam to dzieło jako antyutopia ? Bo dla większości obywateli w tamtej rzeczywistości świat wydawał się być wygodny i bezpieczny. Mają ciepłą wodę w kranie, szereg przywilejów socjalnych. Jak i takie bonusy jak klonowanie i godna śmierć. Ludzie z założonymi przez władze opaskami na oczach błądzą przez życie konsumując, rechocząc i wydalając… Jak to ujął pewien Rosjanin- żryć, rżeć, srać. Wszelka moralność, prawa ludzkie są przetrącone i złożone na nowo rękami szaleńca.

Podsumowanie: Co tu dużo pisać… Książka jest wybitna. Wizja autora jest przerażająca. Świat ten nie jest do końca pozbawiony zasad moralnych. Ludzie żyją z nimi uśpieni. Otumanieni wszechobecną propagandą, nakarmieni wygodnictwem żyją jak w trylogii  braci Wachowskich. Czy czegoś to nie przypomina ?

Ocena: 9/10

#14. – Rafał A.Ziemkiewicz – „Polactwo”

Standardowy

polactwo-b-iext8613028RAZ-a poznałem jako pisarza SF. I pamiętam swoje zdziwienie, gdy okazało się, że bardziej niż pisaniem fantastyki zajmuje się felietonistyką. Dzieła jak „Walc stulecia” czy „Pieprzony los kataryniarza” przewyższają bowiem książki „zawodowych” twórców SF. Jednak  jako komentator jest również osiąga wyżyny. Dowodem na to są chociażby książki takie jak „Michnikowszczyzna”, „Jakie piękne samobójstwo” czy „Czas wrzeszczących staruszków”.  Najbardziej jednak zapamiętałem „Polactwo”. Mimo, iż minęło juz ładnych kilka lat od jego premiery lektura nadal pozostaje aktualna.

Czymże jest tytułowe Polactwo ? Tajemniczą chorobą na którą zapadł dumny i waleczny naród lacki ? A może stanem ducha tegoż narodu po przetrzebieniu przez dwa wrogie reżimy, oraz dodatkowo wdeptanym przez ideologię jednego z nich przez blisko pół wieku ?

Odpowiedź jedna jak i druga jest prawidłowa. Ludzie którzy mając do wyboru znamienitego ekonomistę i wiejskiego trybuna o podejrzanych konszachtach wybierają tego drugiego, ludzie którzy bardziej niż ze szczęścia sąsiada cieszą się z jego pecha, ludzie którzy z chłopską nieufnością odnoszą się do świata polityki to właśnie Polactwo. Spotkać ich można wszędzie. Gderających w autobusie, krzyczących „ZŁODZIEJE !!!” na klasę rządząca, sami jednak wiedząc, że na ich miejscu nie dbali by bynajmniej o ideały i dobro Polski. Polactwo narzeka gdy jest susza i powodzie gdy plon marny, ale potrafi jazgotać gdy warunki pogodowe są idealne, a zbiory obfite. Na to, że nie ma kto tego zbierać…

Zarzucano też Ziemkiewiczowi, że jest to książka skierowana przeciw Polakom. Lecz przedstawiciel Polactwa to mógłby równie dobrze urodzić się w USA, Australii czy Togo. Pod warunkiem, że przez kilkadziesiąt lat żyłby w absurdalnym systemie socjalistycznym który wyssał wszelkie dawne cechy narodowe i wtłoczył swoją mierność. Polactwo można więc zdiagnozować jako chorobę psychiczną której główne przyczyny nazywają się Engels, Marks i Lenin.

Podsumowanie: Książka  wydana w 2004 roku, czyli licząca sobie dekadę doskonale do dziś obrazuje sporą i zdawałoby się liczniejszą część społeczeństwa. A było to jeszcze przed katastrofą PO i rządów Słońca Peru.

Ocena: 9,5/10

PS: Okładka pochodzi z wydania z roku 2004 i jest polecana przez Nesweek. Dziś tygodnik ten to kompletnie inne pismo. Jego naczelny prędzej poleciłby dzieła wspomnianych wyżej Marksa i Lenina niż RAZ-a…

#9. – Bronisław Wildstein – „Dolina nicości”

Standardowy

145Coś innego niż komiksy z trykociarzami lub książki SF. Działo które, niestety, obrazuje rzeczywistość III RP taką jaka jest. Samego autora znałem jako publikatora słynnej listy Wildsteina, byłego prezesa TVP i znakomitego publicystę.  Dzięki uprzejmości MMJL mogłem zapoznać się z jego twórczością pisarską. :)

Książka opowiada o losach niejakiego Wilczyńskiego. Jako redaktor naczelny poczytnego pisma publikuje on wraz z młodym dziennikarzem Czułną dowody na współpracę profesora Lwa z ubecją. Kłopot w tym, że Lew to prawdziwy lew. Mający swój Autorytet i Majestat, które nie wolno szkalować. A pisać, iż ten wybitny wojownik w walce z komunistycznym molochem jeszcze się z nim bratał to czysta bezczelność ! Niestety dziennikarskie sumienie a do tego niepodważalność dowodów na konszachty z SB nie pozwalają Wilczyńskiemu schować materiałów do szuflady. Po publikacji artykułu dla redaktora „Kuriera” szykuje się prawdziwe piekło. Poziom upodlenia ( m in szkalująca piosenka nagraną przez znany zespół ), faktyczna śmierć zawodowa i prywatna. Bo od tego momentu Wilczyński staje się trędowaty nawet dla swej ukochanej.

Obecny naczelny TV Republika znakomicie oddaje sposób myślenia Salonu. taki postępowy, nowoczesny, „fajny”. Nie ma w nim miejsca na Kościół, a jeśli już to taki który grzecznie zgadza się na wszelkie plugastwa i tylko czasem pogrozi palcem, niczym dobry wujaszek.  Obraz współczesnej Polski nakreślony w „Dolnie nicości” przeraża i otrzeźwia. Ten kto zajada się breją informacji dostarczanych codziennie przez światłe media może popaść w umysłowy stupor, lub uznać książkę za herezję. Dzieło Wildsteina mimo, iż nie zawiera brutalnych opisów jak w „Przenajświętszej Rzeczpospolitej” Jacka Piekary jest dużo większym kubłem zimnej wody.

Postaci w tej książce to, i znów niestety, postaci realne, a wydarzenia w niej miały miejsce w naszej rzeczywistości. Każdy kto orientuje się choć minimalnie w historii po 1989 będzie wiedział kim jest Bogatyrowicz, biskup Korytko czy Dominika Bies. Znajome również mu się wyda „samobójstwo” Siwickiego.

Podsumowanie: Myślę, że najlepiej oddają książkę słowa Jarosława Gowina - ”To najważniejsza książka o współczesnej Polsce – Dolinie nicości, miejscu zła, kraju nierozliczonej zdrady, zapomnianych bohaterów, zakłamania, tchórzostwa, stadnego myślenia i manipulacji. Kraju układów sięgających korzeniami czasów PRL-u, oplatających biznes, media, sądy, politykę, Kościół… Taka Polska istnieje naprawdę.
Powieść Wildsteina to jednak powieść-zwycięstwo. Prawda, pamięć, wierność przetrwały, choć wydawało się, że ich ostatnim bastionem jest sumienie niedobitków. Wildstein broni paru prostych prawd, bez których osuwamy się w nicość.”

Mógłbym właściwie przytoczyć samą wypowiedz lidera „Polski Razem”. Nic dodać nic ująć … Wracałem jeszcze kilka razy do poszczególnych fragmentów. Przekonując się, że to nie opis dystopijnej Polski. To opis III RP jaka jest.

Ocena : 9,5/10