#228. – Mark Waid, Alex Ross – „Kingdom Come/Przyjdź Królestwo”

Standardowy

Superbohaterowie od niemal samego początku swego istnienia kojarzą się z osobami prawymi. Pełnymi cnót i honoru. Co prawda Moore twierdził nieco inaczej, ale ogólny archetyp herosa pozostał niezmienny mimo zmian jakie ów pan w komiksie wywołał. Peleryna, kolorowe i dynamiczne wdzianko, piękne lico, nienaganna sylwetka- czy to niewieścia czy męska. Słowem- Cud-człowiek. ”Przyjdź Królestwo”. Sam tytuł ma w sobie siłę i ogrom. I taka właśnie jest ta opowieść. Monumentalna, spektakularna i bez cienia skromności. Granica pomiędzy herosem, a bogiem tutaj nie istnieje.

Wszystko zaczyna się z przytupem. Oto umierający Sandman ( nie ten od Gaimana, ale klasyczny heros o imieniu Wesley Dodds ) ma widzenia końca świata. Nie byle jakie, bo mogące śmiało konkurować Objawieniem św. Jana. Ich powiernikiem jest leciwy już pastor Norman McCay. I to on jest głównym bohaterem dzieła Waida i Rossa. Pełni rolę obserwatora który prowadzony przez tajemniczego Spectre’ a ma odegrać kluczową rolę w nadchodzących wydarzeniach. A wydarzenia to większe niż imieniny cioteczki Petunii. 

Ale pierw cofnijmy się kilka lat wstecz. Joker pojawia się w Metropolis. Jak ma to on w zwyczaju sieje popłoch i krwawy szlak swej bytności. Szlak który jest też oznaczony śmiercią Lois Lane- miłości samego Supermana. Jeśli ktoś jednak spodziewa się Jokera w pięciu częściach po spotkaniu z rozwścieczonych Człowiekiem ze Stali srogo się zawiedzie. Złoczyńca pada z rąk Magoga. Ale kim u diabła jest Magog ?! To superbohater nowego pokolenia. Mniej heroicznego, mnie litościwego i co tu dużo mówić- mniej naiwnego i wierzącego, że typy w rodzaju Jokera kiedykolwiek się zmienią. Myśleć więc by można, że Magog i Kal- el staną się przyjaciółmi, a młodszy heros będzie honorowym członkiem Ligi Sprawiedliwości. Nic z tego !

A czemuż to ? A bo Kal- el to nadal ten sam harcerzyk, Zamyka on Magoga na cztery spusty do więzienia. Co sprawia, że jego popularność i chwała pikują w dół. Superman usuwa się w cień. Za nim większość klasycznych herosów. Co nie oznacza zniknięcia superbohaterów. Owszem- są. Potężne istoty o mentalności nastolatków, wszczynające wojny między sobą. Powodujące szkody większe nawet niż niegdysiejsi złoczyńcy. Supek jednak bawi się płatnika KRUS- i i nie myśli o powrocie chwale. Aż do czasu wybuchu atomowego w Kansas. Z udziałem Magoga. Stara gwardia wraca i bynajmniej nie cierpi na demencję i bóle stawów. Ich pojawienie zwiastuje raczej trwałe bóle dla tych którzy staną na ich drodze.

Obraz Ligi Sprawiedliwości różni się nieco od klasycznego sposobu przedstawiania grupy. Tutaj zdają się być bardziej bogami którzy łaskawie zeszli ze swej siedziby, niż grupą superludzi. Superman z oprószonymi siwizną skroniami jest na tyle potężny, że nawet kryptonit nie jest dla niego wyzwaniem, Batman w końcu ma swe miasto pod absolutną kontrolą. Flash stał się ucieleśnieniem szybkości, istniejąc na wielu płaszczyznach rzeczywistości na raz, zaś Green Lantern/ Alan Scott jest prawdziwym szmaragdowym strażnikiem- potężniejszym niż którykolwiek posiadacz zielonego pierścienia. Ich majestat i potęga sprawiają, że pokraczni pseudo- herosi wydają się być wręcz ich parodią. Przepoczwarzeniem, a nawet bluźnierstwem dla zjawiska superbohaterów. Co nie znaczy, że czołobitnie padają przed swoimi starszymi kolegami po fachu. Wprost przeciwnie.

Dziatwa się burzy i wszczyna rwetes, ale Superman ma rękę ciężką. I mimo, iż brak u jego boku Batmana, Ostatni Syn Kryptona to heros co się zowie. Gówniarzeria peleryniarska na początku staje okoniem do działań Kal- ela który stara się posprzątać bałagan jaki ona narobiła, ale z biegiem czasu spora część młodszego pokolenia herosów przyłącza się do pana z literką ‚S’ na klacie. Rozliczni następcy herosów z ery Supermana, potomkowie i pociotkowie wspólnie więc pragną stworzyć nowe, lepsze jutro. Ale jak to bywa- zawsze się znajdą tacy którzy chcą wsadzić w plecy kryptonijczyka szpilki. 

Co nieco o nowym pokoleniu herosów. Swastica, 666, Kabuki Komando, Cossack, Buddha, Germ- man. I coś dla fanów polskie polityki- Tusk. To tylko niektórzy z pokolenia młodych. Czerada to więc nie byle jaka, ale obrazująca dość ciekawe zjawisko mające miejsce w prawdziwym świecie na przełomie lat 50 i 60. Mianowicie rewolucję seksualną. Co prawda dzieci kwiaty nie miały supermocy, ale różnica pomiędzy nimi, a pokoleniem ich rodziców była bardzo podobna do tej jaka występuje między młodzieżą peleryniarską, a klasycznymi herosami. Na szczęście jest Superman. 

A co z dawnymi złoczyńcami ? Waid to nie byle autor, więc oni też mają coś do powiedzenia. Luthor, Riddler czy podstarzała już nieco Selina Kyle nie są entuzjastami powrotu Ligi Sprawiedliwości i to silnej jak nigdy dotąd. Ale oni też mają swojego asa w rękawie.

Do zilustrowanie tej opowieści nie sposób wyobrazić sobie kogoś innego niż Alex Ross. Malarz jest mistrzem w ukazywania archetypicznej strony trykociarzy. A tutaj są to trykociarze na sporym power up’ ie. Doświadczeni, o wiele potężniejsi, mający już nieco bardziej ustosunkowane spojrzenie na swoją działalność. Chwała należy się też twórcy graficznej strony komiksu za szlachetne postarzenie herosów i projekty nihilistycznego, groteskowego i tak odmiennego od nowego pokolenia. Ukłon po pas. 

Podsumowanie: Komiks wydany niegdyś przez Egmont dziś jest białym krukiem o dość niemałej cenie. Nic dziwnego- nie jest to powiastka prosta i banalna. To dzieło dojrzałe, z bohaterami z krwi i kości, mające w sobie jednocześnie spektakularność i widowiskowość historii superbohaterskich i smutną refleksję na temat zmian społecznych i konfliktu pokoleń. Nie bez znaczenia jest tu też strona graficzna. Moje ochy i achy nad twórczością Alexa Rossa można przeczytać przy okazji „Marvels” i „Sprawiedliwości”. Ale najlepiej to co robi obrazują jego dzieło. „Przyjdź Królestwo” to opowieść doskonała. Przemyślana, ale też nie przekombinowana.

#225. – Marv Wolfman, George Pérez- „Kryzys na Nieskończonych Ziemiach”

Standardowy

Gigantycznie rozbudowane światy literackie jakimi są uniwersa DC i Marvela to przegląd różnorakich historii z postaciami o równie odmiennych naturach. Lecz z biegiem lat historie w nich umiejscowione nawarstwiają się jak kładziona jedna na drugiej farba. Czytelnik który dopiero zaczął przygodę z danym światem zaczyna się gubić. Nie rozumie odnośników, motywów działań postaci i konsekwencji niektórych wydarzeń. Dlatego też co jakiś czas twórcy rozbijają znany i ugruntowany obraz uniwersum na atomy. Pierwszym takim armageddonem był właśnie „Kryzys na Nieskończonych Ziemiach”.

Historia rozpoczyna się, jak przystało w dobrych opowieściach, trzęsieniem ziemi. A konkretniej zagładą Ziemi- 3. Tej na której Lex Luthor jest herosem, a członkowie Ligi są badassami i tworzą Syndykat Zbrodni. W chwili katastrofy wrogowie jednoczą się jednak w pozbawionej szans walce z potęgą na której nie do końca pojmują. Pojawia się tutaj też motyw ostatniego syna ginącego świata wysłanego na obczyznę w roli zbawiciela. To nic nowego, ale pikanterii dodaje fakt, że ów jegomość pochodzi z Luthorów. 

Wolfman nie śpieszy się w wydarzeniami. Powoli stopniuje napięcie, podgrzewa atmosferę przed walką z tym co nieuchronne i dotąd niepokonane. Po kolapsie Ziemi- 3 na kartach komiksu pojawia się Monitor. Naturalny przeciwnik głównego złego. Monitor stara się zebrać naprędce grupy herosów które mogą ocalić wszechświaty(!) przed zagładą. Przy okazji Monitora warto wspomnieć o dwóch innych, ważnych postaciach. Pierwszą z nich jest Zwiastunka. Jego swoisty herold i prawa ręka. Kobieta o ogromnych mocach i ogromnej odpowiedzialności. Drugą jest Parias. Człowiek obwiniający się za uwolnienie i obudzenie Anti- monitora z wielo- eonowego snu. Człek ten pojawia się na krótka przed katastrofą danego świata i zmuszony jest tym samym na własne oczy widzieć kolejne apokalipsy. Niewesoła profesja…

Wart wspomnienia jest też główny szwarccharakter. Anti- monitor może i wygląda jak połączenie pieca grzewczego ze przestarzałym strojem płetwonurka, ale to kawał ewidentnego i nieprzeciętnego łotra przy którym nawet Darkseid wydaje się być ledwie dyktatorem, bądź co bądź, egzotycznego świata. Apetyt na pochłanianie ma większy niż Galactus na gastrofazie, a siła którą dysponuje jest poważnym problemem nawet dla dwóch Supermanów. No, ale mimo to i tak wygląda żałośnie prawda ? :D

Skali i ogromu wydarzeń nie sposób opisać pokrótce. Napomknę ledwie, iż występują tu liczne grupy bohaterów DC, w tym takie zapomniane dziś smakołyki jak Freedom Fighters czy Straceńcy. Wolfman sprawnie potrafi opanować całą tę czeradę i to wysuwa niektórych na pierwszy plan, to usuwa zastępując innym postaciami. Dość szeroko też sieje biletem na spotkanie z kostuchą, ale tu też należą mu się oklaski. Herosi umierają godnie, z honorem o orężem w ręku. I skoro mowa o zgonach. Myślę, że sama okładka jest dość sporym spoilerem, ale pamiętać należy, że śmierć tej postaci nie jest jedyną która przeważyła szalę w potyczkach z Anti- monitorem.

Ale pojawiają się też nowe postaci. Niektórzy dorośleją przybierając pseudonim swego mistrza. Jeszcze inny przyjmują odpowiedzialną funkcję. Ale dla wszystkich wydarzenia związane z pojawieniem się Anti- monitora są powodem do zmian. Uniwersum nigdy bowiem nie będzie już takie samo. Jego konsekwencje są zresztą odczuwalne po dziś dzień.

Chwała i cześć rysownikowi George’ owi Pérez’ owo ! Bez niego monumentalna i pełna rozmachu wizja rozbicia i scalenia świata DC nie miałaby szans powodzenia. Postaci było mrowie, a więc logicznie wnioskując niektóre z nich nikły w tłumie. Pérez sprawił, że każda została zapamiętana. Uncle Sam czy Wildcat dziś są ledwie wspomnieniem, ale godna pozycja jaką dali im autorzy sprawiła, że chciałoby się ich powrotu.

Rysownik potrafi też pokazać prawdziwy ogrom wydarzeń. Atak na twierdzę Anti- monitora, czy istny kocioł zmian w wykonaniu mniej sprawnego artysty mógłby wprawiać w konfuzję. Pérez jednak poradził z tym sobie znakomicie. Atmosfera zagrożenia, heroizmu i ogromnej skali wydarzeń magnetyzuje i mimo upływu lat nie odczuwa się, iż rysunki w czymkolwiek ustępują współczesnym.

Podsumowanie: „Kryzys na Nieskończonych Ziemiach” to opowieść która dosłownie rozbiła całe uniwersum DC. Przewrót z New 52! czy nadchodzące Convergence są ledwie marnym cieniem przy ogromie zmian jakie zaszły w świecie Supermana i Batmana. Autorom udało się nie tylko odświeżyć uniwersum, pozbyć tego kogo trzeba, ale też wprowadzić szereg owych postaci i ułatwień fabularnych dla czytelnika. Zagmatwanie uniwersów jest bowiem bolączką obydwu wielkich wydawnictw, stąd też owa rewolucja fabularna. Wolfman sprawnie połączył też klasyczny heroizm superbohaterów z ich wadami. Mimo, iż do wydania wielkich dzieł Alana Moore’ a i Franka Millera pozostawało wówczas kilka lat autor już wtedy nieco odbrązawiał nieskazitelnie czystych herosów. Tutaj nawet Supermanów ponosiła nerwówka. „Kryzys na Nieskończonych Ziemiach” to bez wątpienia jedna z najważniejszych pozycji w DC Comics. Jak i w całym świecie komiksowym. 

#216. – Geoff Johns, Ivan Reis, Doug Mahnke, Rod Reis – „Liga Sprawiedliwości: Wieczni Bohaterowie”

Standardowy

Historia ta dzieje się w czasie trwania akcji „Wiecznego Zła”. Sytuacja jest więc następująca- większość Ligi i jej sojuszników jest wyautowana przez Syndykat Zbrodni. W walce z nimi stają Luthor i jego banda złoczyńców z dodatkiem Batmana i Catwoman. Aczkolwiek nie o nich mówi ten komiks. Mowa w nim o Cyborgu i o tym jakim to cudem powrócił w pełni sprawny po porzuceniu przez Sieć. Fakt dość istotny, gdyż jego sytuacja przedstawiała się nie najlepiej. Ale od czego jest ojciec mający dostęp do tych i owych fruktów pozaziemskich cywilizacji ?

Kluczową rolę pełnią tu grupa znana jako Metal Men. Grupa androidów stworzona przez Dr Magnusa która jak na swój „gatunek” jest dosyć oryginalna. Nie bipczą, nie składają się z tysięcy zębatek i mikro- nie wiadomo czego. Są, jak mówi nazwa, metalami. Nie takimi z gitarami. Normalnymi, chemicznymi metalami. A konkretniej Złotem, Platyną, Rtęcią, Cyną, Żelazem i Ołowiem. Każde z nich ma swoje właściwości i charakter. I nie mam tu na myśli ich cech wypisanych w układzie okresowym Dimki Mendelejewa. Dla przykładu- Platyna to kokietka mająca ciągoty ku swemu stwórcy, Złoto to pyszałek i narcyz, a Ołów jest ociężały zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Sposób w jaki również przedstawieni wizualnie zostali Metal Men oczarowuje. Plastyczni, przelewający się i mający cechy fizyczne pasujące do swej natury. Rysownicy oddali więc to o co chodziło scenarzyście. Pełna różnorodność połączona z przemyślaną i ciekawą wizją.

Obecność jednego jedynego Cyborga i ledwo co wprowadzonych w realia New 52! tworów Magnusa może wydawać się nieco uboga. Dodatkowo są więc originy członków Crime Syndicate. I nie są to banalne historie stworzone na zasadzie odwrócenia początków członków Ligi. Zbrodnicze początki Owlmana, nieludzka boskość Ultramana czy psychopatyczny związek Johnny’ ego Quicka i Atomici perfekcyjnie oddają mentalność i otoczkę członków tegoż złowieszczego ugrupowania Uważny czytelnik „Wiecznego Zła” zastanawiał się zapewne skąd wziął się Black Adam skoro dotąd w był w formie sproszkowanej. Tutaj znajdzie odpowiedź. I przyznać trzeba- poprzednik Shazama to nielicha postać…

Podsumowanie: Tom zdecydowanie słabszy od poprzedniego, jak i od dziejącego się równolegle „Wiecznego Zła”. Jest bardziej tie- inem w stylu „Wojny w Arkham” niż pełnoprawną kontynuacją wydarzeń z „Trójki”. Mimo to podoba mi się podniesienie statusu Cyborga. Co prawda mógł zacząć działać samodzielnie dopiero, gdy całą resztę niemal trafił szlag, ale Johns pokazał jego potencjał w godny sposób. No i grupa Metal Men. Nie jest to pierwszoligowy skład, zdolny dorównać kiedykolwiek JL czy zaprzyjaźnionym grupom, ale jako wyjście awaryjne, czy pozornie niepozorni sojusznicy może osiągnąć wiele. Komiks dla fanów wydarzeń związanych z „WZ”. Kogoś kto chce jednak przeczytać komiks z większą zawartością Ligi w Lidze, a poznać dodatkowo androidy Magnusa odsyłam do „Sprawiedliwości”.

#198. – Geoff Johns, David Finch, Richard Friend – „Wieczne Zło”

Standardowy

Zawsze wiedziałem, że wiele wpadek w moim życiu nie jest z mojej winy. Spóźnienia w pracy, szkolno- uczelniane wpadki, sprzeczki z bliskimi. To naprawdę nie moja wina. Odpowiada za nie zły brat- bliźniak z innego wymiaru… Brzmi absurdalnie ? Odrobinę, ale wizja Johnsa w „Forever Evil” jest naprawdę ciekawa. Dotąd uznawana za wzór wszelkich cnót i prawości Justice League wydawała się niepokonana. Nawet dam Darkseid dostał manto od zjednoczonych herosów DC. Do czasu, aż puszka Pandory została otwarta i otwiera drogę z równoległej rzeczywistości wielkiemu złu. Z twarzami herosów. Dosłownie. Zamiast Supermana pojawia się Ultraman. Miejsce Batmana zajmuje Owlman, a na pozycji Flasha znalazł się Johnny Quick. O nich za chwilę.

Kto więc staje się obrońcą ludzkości, gdy ci którzy bronili jej dotychczas przepadają, a na ich miejsce wlazły ich złe substytuty ? Jak się okazuje nie wszyscy herosi znikają z radaru. Przetrwał ( a jakże by inaczej ) Batman i Catwoman. Ale cóż mogą poradzić ubrana za nietoperza i kota para ? Na pomoc przychodzi Lex Luthor ze swoim nowym podopiecznym Bizzaro. Wątek z klonem Kal- ela jest dość ciekawy. Relacja między nim a Lexem jest karykaturalnie ojcowsko- synowska. Poza głównym oponentem Supermana przeciw Syndykatowi występują również Sinestro, Black Adam, Captain Cold i Black Manta. Koalicja jest więc dosyć zróżnicowana. Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem.

A teraz nieco o samym Syndykacie. Zbiorowisko to barwne, ciekawie przedstawione jako kontrast Ligi. Ultraman żre kryptonit, i ucieka przed słonkiem jak pospolity wampir. Superwoman daleko do godności Wonder Woman, zaś zagadkowe imię Lois budzi pewne skojarzenia. Owlman to odpowiednik nie tyle Bruce’a co Thomasa Wayne’a. Nie jest jednak wyjaśnione czy chodzi o tatka Mrocznego Rycerza, czy należącego do Trybunału Sów brata. Power Ring to strachliwy, histeryczny żywiciel pierścienia, odpowiednik Hala Jordana. Żywiciel, gdyż jego broń nie jest narzędziem posłusznym jego woli, a pasożytem mającym swoje, często dość odrębne od niego zdanie. Johnny Quick- psychopata i sadysta z prędkością Flasha. Atomica- zdrajczyni JLA i JL oraz kochanka Quicka tworząca z nim duet przy którym Joker i Harley wydają się być całkiem ok. Deathstorm- mroczna wersja Firestorma ze skłonnościami szablonowego szalonego naukowca. I Sieć. Ten kto czytał „Trójkę” wie o kogo chodzi i czym/kim po części ów jegomość jest. Wspomniani są inni członkowie którzy polegli w walce z tajemniczym przeciwnikiem, zaś na chwilę pojawia się zła wersja Aquamana. Z nim nieco więcej do czynienia będzie miał Constantine i spółka. No i nadprogramowy przybysz. :)

„Forever Evil” to dość brutalna opowieść o nieprzewidywalnym scenariuszu. Johns sprawnie przeniósł Syndykat Zbrodni w realia New 52! nie udziwniając i nie zmieniając jego składu. Kreska Fincha odpowiednia podkreśla napiętą, kryzysową sytuację, a sceny walk są dobrze ukazane. Bez cenzury. Sam pomysł aby stworzyć sojusz między Luthorem i znaczący badassami, a dość radykalnym w stosunku do nich Batmanem jest dobrze zrealizowany. Moment w którym Wayne oznajmia, że on będzie dowodził, czy chwila w której Lex mówi do siebie, iż powstrzymanie ekscesów Syndykatu do robota dla Supermana zapadają w pamięć. Jest kilka logicznych wpadek, jak przesuwanie księżyca przez Ultramana w celu zasłonięcia Słońca, ale… Wygląda to majestatycznie i podkreśla złodupstwo grupy. :D

Podsumowanie: Echa „Wiecznego Zła” rozbrzmiewają w innych, niezłych historiach. Do tego dochodzi pojawienie się nowego, ciężkokalibrowego przeciwnika. Poza tym chyba nie tylko ja odniosłem wrażenie, że Lex, Sinestro i reszta nie są złymi herosami i z powodzeniem mogliby zastąpić Ligę. :D Zakończenie komiksu niesie za sobą zapowiedzi, wielu poważnych wydarzeń. Ktoś odkrywa czyjąś tożsamość, ktoś ratuje życie swojemu adwersarzowi, to znowu ktoś ma szansę na nową drogę. Lektura warta uwagi.

#194. – Darwyn Cooke, Dave Stewart – „Nowa Granica”

Standardowy

Linia wydawnicza DC Deluxe była chyba najlepszym co mogło się trafić fanom komiksów superbohaterskich od startu WKKM. Znaczące tytuły DC Comics w ekskluzywnych wydaniach rozpaliły jeszcze bardziej popyt na komiksy, a ukazanie się tytułów takich jak „Superman: Czerwony Syn” czy „Kryzys Tożsamości” była gratką dla starych fanów komiksowego medium. Długo przekładana „Nowa Granica” miała swą premierę wraz z „Rokiem Pierwszym”.

Rzecz ma miejsce w latach 50 XX wieku w USA. Supermocarstwa o wielkich aspiracjach i możliwościach. Czas ten zwany był Srebrną Erą Komiksów. Gdy starzy bohaterowie tacy jak Dr Fate, Green Lantern/ Alan Scott czy Flash/ Jay Garrick odchodzili na nieco przymusową emeryturę, a nowe pokolenie herosów powoli wkraczało na scenę. Nowej generacji herosów początek dało troje naczelnych herosów DC. Jednak nie oni są tu najważniejsi.

Postaciami przebijajacymi się wśród mnogości bohaterów są pilot- oblatywacz porucznik Hal Jordan i Marsjanin J’onn J’onnz. Czyli postaci stojące nieco za Trójcą. Hal ukazany jest jeszcze przed otrzymaniem pierścienia, zaś Marsjanin w całej gorączce makkartyzmu który oprócz komunistów wziął na cel ludzi z nadprzyrodzonymi mocami i przybyszów spoza planety. Obok Zielonej Latarni i Marsjanina Łowcy publika poznaje też samozwańczego herosa mieniącego się mianem Flasha.

Jest tu naprawdę wiele momentów które czynią ten komiks wybitnym . Nie tylko tych wielkich, ważnych dla późniejszych wydarzeń z uniwersum DC, ale drobnych Cooke ponadto nie wpycha swojej historii siłą do istniejącego od lat świata. Wszystko gładko się scala, a odświeżenie wydarzeń w interpretacji autora wychodzi naprawdę porządnie. Klasycznie, z szacunkiem do dziedzictwa, ale też bez kurzu i śniedzi.

Plusem są originy takich herosów jak Green Lantern/ Hal Jordan czy Flash/ Barry Allen. Ich powolna droga do zjednoczenia się pod szyldem JLA nie jest suchym przekazem od zera do bohatera, a barwną opowieścią o niezwykłych postaciach które w przyszłości miały uzyskać status równy Supermanowi czy Batmanowi. Jest też superbohater mniej znany, lecz walczący w słusznej sprawie. A imię jego John Henry. Ukazujący w swej postaci jedną z największych bolączek ówczesnych Stanów Zjednoczonych- rasizmu i segregacji rasowej. Darwyn Cooke nie tworzy po prostu kolejnej historii komiksowej. On ukazuje kawał historii Ameryki w nieco innych barwach.

Byłbym jednak ignorantem gdybym nie zwrócił uwagi na bohaterów bez peleryny. Szef pierwszego, jakże odmiennego Suicide Squad’u- Ric Flagg, charyzmatyczni i niebezpieczny nawet dla superludzi King Faraday czy Drużyna Straceńców których losy otwierają całą historię. Postaci będące dowodami na to, że uniwersum DC to nie tylko JL i jej pochodne. Ludzie pokazujący, że nie trzeba być z Kryptona czy dzierżyć pierścień galaktycznych służb czy stracić rodziców.

Darwyn Cooke pisał. Darwyn Cooke też rysował. Specyfika jego stylu polega na sprawnym nawiązaniu do klasycznych schematów rysunku, ale też jednoczesne wprowadzenie elementów które charakteryzują współczesne dzieła. Kreskówkopodobny posmak, otoczenie i stroje z epoki, monumentalność obrazowania herosów, siła czasu wyżu demograficznego… Cooke podobnie jak w „Before Watchmen: Minutmen” łączy w sobie czasy minione i obecne.

Egmont naprawdę stara się w pozycjach z tej serii, ale „Nowa Granica” to naprawdę wypasiony tom. Dosłownie. Ponad 520 stron czystej, fantazyjnej historii z masą dodatków. Przypisów autora, szkiców, alternatywnych okładek i różnorakich wisienek na torcie.

Podsumowanie: Najbardziej obszerne i chyba najbardziej oczekiwane ( być może z powodu kilku przesunięć ) dzieło z DC Deluxe. Czuć tu ducha lat 50, tą jankeską brawurę. Czasy w których USA były prawdziwą potęgą i łączyło w sobie ducha nowego, niepodległego kraju, ale też dziedzictwo imigrantów którzy go stworzyli. Pośród tego najlepsi herosi DC. I to nie, jak można by błędnie pomyśleć, tylko Superman, Batman i Diana, ale i zwykli bohaterowie, awanturnicy, żołnierze. Naprawdę wyznaczający nową granicę dla cywilizacji.

#184. – Geoff Johns, Jeff Lemire, Ray Fawkes, Ivan Reis, Doug Mahnke, Mikel Janin- „Liga Sprawiedliwości: Trójka”

Standardowy

Na początek nieco wprowadzenia do całej historii. Liga Sprawiedliwości to niezależna grupa. Nie kontroluje ich żaden rząd czy międzynarodowa organizacja, a członkostwo w niej takich tytanów jak Superman czy Green Lantern dodatkowo jest solą w oku powyższych. Powstaje więc Amerykańska Liga Sprawiedliwości. Zespół założony z inicjatywy Amandy Waller ( w New 52! znacznie uszczuplonej- kojarzącej mi się z niegdysiejszą sekretarz stanu prezydenta Busha Jr.- Condolezzą Rice ) w którego skład wchodzą między innymi Marsjanin Łowca, Catwoman, Green Arrow i Hawkman. Jak łatwo się domyślić dobór członków jest nieprzypadkowy- każdy jest odpowiednikiem poszczególnego zawodnika z JL. W nieco mniejszym, jak dla mnie, formacie. Dodatkowo na horyzoncie pojawia się Shazam. Heros o zdolnościach mających swe źródła w magii i mitologii. Ich całokształtem równy jest Kal- elowi, lecz jego mentalność to umysł nastolatka- Billy’ego Batsona którego Shazam jest alter ego. Kontrolna Liga Sprawiedliwości, potężny heros o temperamencie nastolatka i tajemnicza Pandora przewijająca się na kartach Ligi Sprawiedliwości od samego początku. Nie wróży to najlepiej.

Trójka w tym tytule ma trojakie ( ;P ) znaczenie. Po pierwsze: są trzy Ligi: oryginalna Liga Sprawiedliwości z Supkiem, Batmanem i resztą ferajny. Mroczna Liga Sprawiedliwości pod wodzą Johna Constantine’a o mocno okultystycznym klimacie. I wyżej wymieniona Amerykańska Liga Sprawiedliwości. Po drugie: sama Trójca- czyli wspomniani kilka wpisów niżej Superman, Batman i Wonder Woman. Czołowi herosi DC. Oraz nieco inna trójka postaci- Pandora i jej przeklęta puszka, tajemniczy Widmowy Przybysz oraz Question, zwąca się Trójcą Grzechu. Całe trio zostało niegdyś skazane przed boskie istoty na różnorakie kary za swe czyny. Najgorsza wydaje się być Pandora. Jej artefakt, podobnie jak mityczny pierwowzór, nosi w sobie ukryte zło. Którego wydostanie się doprowadzić może do niewymownego koszmaru. Otworzyć puszkę może albo ktoś o czystym sercu, albo największy padalec. Zamknie on tym samym uwolnione już grzechy i nie dopuści do wydostania się czegoś gorszego. Ale wiadomo jak to bywa z ludźmi- nikt nie jest ani nieskazitelnie dobry, ani stuprocentowo zły.

Wszystko zaczyna się od pozornie błahego incydentu. Shazam pragnie rozrzucić prochy swego arcywroga, Black Adama, na jego rodzinnych ziemiach. Szybko okazuje się, że władzę tegoż kraju nie przepadają za herosami o nawet najbardziej niewinnymi zamiarami. Na miejsce przybywa JL, aby odciągnąć Batsona i załagodzić ów incydent. Za nimi, jak pies po tropie, podąża JLA. Tak więc na miejscu zamiast jednego trykociarza który zapewne szybko by się ewakuował mamy dwie duże grupy. To musi się źle skończyć i właśnie się tak kończy.

Mimo udziału wielu wysokoligowych herosów wszystko wydaje się iść cały czas ku gorszemu. Problemy z kadru na kadr narastają w tempie geometrycznym, a postaci które wyłaniają się z cienia bynajmniej nie wróżą poprawy sytuacji. Konflikt nie następuje też między grupami, a wewnątrz nich. Co prawda w pewnym momencie wydaje się, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane, ale Johns to niezły mąciwoda i nie daje odpocząć peleryniarzom ani na moment.

Rysunki to spory miks autorów. Nie widać diametralnych różnic w ich warsztacie, więc nie ma schodów. A każdemu z nich grupowe szamotaniny w dość posępnych barwach wychodzą nieźle. Poza tym fajnie kontrastują ze sobą członkowie JL i JLA z Mroczną Ligą Sprawiedliwości. Piękni, wymuskani herosi i persony rodem z kina grozy.

Podsumowanie: Wydarzenia z „Trójki” prowadzą bezpośrednio do „Wiecznego Zła”. Świetnej, nieco brutalnej historii z udziałem zupełnie niespodziewanych badassów. Jednak ten tom to również potężna dawka zwrotów akcji, zagmatwanej i magicznej fabuły. Rozmachu wizji i zarazem jej spójności. Johns zdołał bowiem poprowadzić całe stada herosów do finalnego punktu. Nie gubiąc po drodze logiki i linearności wydarzeń.

#150. – Alex Ross, Jim Krueger, Doug Breithwaite – „Sprawiedliwość”

Standardowy

Komiksy dziś kojarzone są z tanią rozrywką dla dzieciaków w różnym wieku. Częstokroć stawiane niżej niż literatura pisana. W konsekwencji jest mniejsza podaż na nie i są trudniej dostępne, powstaje ich dużo, dużo mniej ( szczególnie na polskim rynku ), a porządne, zagraniczne tytuły przeżywają swój renesans po śmierci TM Semic właściwie od dwóch lat ( nie bez wkładu jaki w rynek wniosła WKKM ). Nie bez powodu o tym wspominam, bowiem nie tak dawno wydany został porządny komiks od DC. Opowieść która jednocześnie jest i przygodowo- komiksowa i wielowarstwowo- monumentalna.

Od początku jest mocno. Ni z gruchy, ni z pietruchy na całym świecie wszystko staje na głowie. Urocze globalne kataklizmy przeplatane różnorakimi wybuchami autorstwa ludzi są Liga Sprawiedliwości radzi sobie słabo. Właściwie nie radzi sobie w ogóle. Padają pierwsze ofiary, a w efekcie ostaje się tylko Superman wśród odłamków globu. Jakim cudem JL i pozostali herosi uniwersum DC dopuścili do takiego stanu rzeczy ? I czy te wydarzenia miały czy dopiero będą miały miejsce ?

Póki co jednak zaczynają się dziać równie pechowe, choć nie na taką skalę, rzeczy. Badassom coś przestawia się w głowach. Zamiast, jak nakazuje ich sumienie, rabować, palić i niszczyć mienie publiczne wraz z ludźmi do których to mienie należy, zaczynają zgrywać harcerzyków zawstydzając nawet Kal- ela. Wśród nich są same najgorsze męty świata DC. Luthor, Poison Ivy, Captain Cold, Sinestro i kilku innych których nawet największy naiwniak nie nazwie przyzwoitymi ludźmi. W tym samym czasie herosi przestają być aktywni. Przypadek ? Nie sądzę… :D

Jak w każdej wielkiej historii występuje tu stado ludzi w pelerynkach. Ktoś nie znający uniwersum DC może się pogubić, ale po od czego są znakomite dodatki o których jeszcze napomknę. Oczywiście nie są to jacyś trzecioligowcy, a prawdziwa śmietanka. Można by rzecz, że równi stają naprzeciwko równych w dość skomplikowanej batalii o losy świata, w których, o dziwo, obie strony starają się go jakoś ocalić.

Co nieco o czarnych charakterach. Wydawać by się mogło, że po pozbieraniu się do kupy JL i kumpli źli chwile triumfu mają już policzone. Jednak ci jak nigdy nie dają za wygraną. Klasyczna ucieczka w obłokach dymu z okrzykiem „JESZCZE TU WRÓCE !!!” nie przychodzi na myśl ani jednemu z nich. Tłuką się z peleryniarzami do końca. I to w dobrej wierze.

Ciekawa jest tu rola Jokera, który nie został wcielony do grupy superzłoczyńców. Takiej zniewagi arcywróg Batman nie mógł znieść… Poniekąd nawet staje po stronie swego nietoperzego kumpla. :)

Specyfiką tej historii są jej realia. W chwili jej wydania DC bowiem wyglądało zupełnie inaczej. Autorzy zaś umieścili wydarzenia w czasach, gdy Dick Grayson był Robinem, John Stewart rezerwowym Lanternem, a Wally West- Kid Flashem. Superman nosi więc bieliznę na wierzchu, Aquaman ma rodzinę, a Lantern nie czuje strachu. Oldschool w nowym uwspółcześnionej wersji ? Ciekawie. :)

Mała refleksja. „Źli” mieli częściową rację co do działań „dobrych”. Superman, Batman, Flash i reszta działają tylko w przypadku, gdy dzieje się coś złego. Gdy zaś wszystko wraca do normy na powrót stają się gapowatymi reporterami w okularach, miliarderami- filantropami, policjantami czy pilotami.  I znów panuje status quo.

Alex Ross to już nie człowiek, a marka. Ross może nie byłby idealnym twórcą do kameralnych lub pomniejszych historii, lecz do dzieł na miarę „Sprawiedliwości” jest stworzony. Sam wygląd postaci budzi respekt, a wszelkie wybuchy, jaskrawości, kadrowanie i realizm tworzą dzieło wybitne graficznie. Nie ma tu co prawda miejsca na minimalizm, artystyczną subtelność, za to jest sporo dawki plansz które proszą się o uwagę wręcz nawołując o nią do czytelnika. Jednak Ross nie stworzył obrazów od podstaw. Fenomenalne szkice powstały spod ręki Douga Breithwaite’a. Kanoniczne, lecz zarazem tchnące świeżością.

Mucha Comis uraczyła czytelników też naprawdę ogromną ilością dodatków. Wymienione wyżej szkice Breithwate’a w ilości hurtowej, opis każdej niemal postaci, warianty okładek, wypowiedzi twórców. Po prostu fachowa, porządna robota. A na dodatek wydanie formatowe deluxe wspaniale współgra na półce z wydanymi przez Egmont wielkimi tytułami DC :) .

Podsumowanie: Wydane w wersji naprawdę luksusowej monumentalne dzieło Alexa Rossa, Jima Kruegera i Douga Breiwather’a stanowi, oprócz niezłej pozycji na półce, nadzieję na dalsze tytuły i wydania tego formatu. Popyt na powieści graficzne jest zadowalający, a więc co raz więcej, co raz lepszych dzieł ma okazje zawitać do Polski w miarę przyzwoitej cenie i nakładzie. Oby tak dalej :) .

#94.- Geoff Johns, Ivan Reis, Paul Pelletier, Tany S. Daniel – „Liga Sprawiedliwości : Tron Atlantydy”

Standardowy

liga_sprawiedliwosci3

Atlantyda to taka kraina o której każdy chce pisać. A to jakieś skarby, a to klątwa, a to, że niby tam sobie żyją ludki ino w jakiejś niszy czy cuś… Mityczna kraina wspomniana już przez Platona od wieków rozbudza wyobraźnie naukowców, badaczy, jak i również pisarzy. Nie mogło więc jej zabraknąć i w komiksach. I to w produkcjach dwóch gigantów tegoż biznesu- Marvelu i DC. Z dwojga władców Atlantydy wolę jednak marvelowskiego Namora, jednak ten komiks udowadnia, że Aquaman nie jest tylko herosem wymachującym trójzębem i gadającym z rybami.

Historia zaczyna się jednak innym wątkiem. Oto w Central Parku pojawia się Cheetah. Postać której kompletnie nie trawię. Podobnie jak Tigra z Marvela jest kobietą porośniętą futrem ( Cheetah geparda, Tigra tygrysa… Drugi przykład obok Namora i Aquamana, że Marvel i DC lubują się w bliźniaczych postaciach ) z małym bonusem siły, zwinności i wytrzymałości.  Cheetah jednak jest na tyle silna, że radzi sobie Ligą. Całą Ligą. Co mnie solidnie zirytowało, bo jakim cudem bardziej zwierzątko futerkowe niż kobieta radzi sobie z najszybszym człowiekiem świata, Amazonką i Kal- El’em ? KAL- EL’EM ! I BATMANEM ! I… Zresztą nieważne… Trochę mi to przypomniało pamiętnego „Black Panthera” Houdlina…

Tytułowa opowieść traktuje o ataku Atlantów na ląd. I nie jest on kierowany, wbrew okładce, przez Arthura. To w końcu nie Namor co jak znajdzie śniętego gupika rusza szturmem na Biały Dom :D . Winowajcą i dowódcą ataku jest braciszek Aquamana- Orm. Jak to bywa w takich przypadkach- wiecznie niespełniony, zazdroszczący i wyczekujący okazji by brachola zrzucić ze stanowiska i chełpić się monarchią. Jednak nie tylko on będzie tutaj głównym złoczyńcą. Liga która niedawno zeszczuplała o Lanterna i kontuzjowanego przez Cheetah ( taaa… ) Flasha otrzymuje jednak wsparcie ze strony Mery ( żony Arthura ) i herosów awaryjnych. Black Lightning, Hawkman czy Firestorm ożywili nieco atmosferę, która poprzez personalne niesnaski zaczynała przypominać brazylijski serial.

Początkowo myślałem, że brak rysunków Jima Lee radykalnie wpłynie na jakość jakość tegoż tomu. Jednak triumwirat Reis- Pelletier- Daniel naprawdę mnie zaskoczył. Pełne szczegółów sceny w inwazji, znakomicie prezentujący się Atlanci i solidne kolory. Postaci są dynamiczne, nie ma tu baboli, no może poza wodoodpornością fryzur członków Ligi :D .

throne-of-atlantis-101565

Rozwija się również wątek romansu Supermana i Wonder Woman. Trzeba przyznać, że szlachetny, lecz w porównaniu z Wayne’m średnio bystry Clark pasuje do wiecznie nabuzowanej i chętnej do bitki Amazonki. Swoje pięć minut ma też Cyborg. Nie tylko odgrywa on tu kluczową rolę, ale też coraz bardziej frasuje go kwestia jego człowieczeństwa. Brakuje mi tylko Green Lanterna. Jego humor i efektowność robiły swoje…

Liga jednak widząc swą bezsilność wobec poważnego zagrożenia jakim był atak Atlantów musi zacząć rekrutację. I na to liczę w następnym tomie :) .

Podsumowanie: Dobre, pełne akcji, ale również i smaczne fabularnie widowisko spod szyldu JL. Czekam na pojawienie się Shazama i solidnego przeciwnika który nie tylko podtrzyma tempo akcji, ale też pogłębi fabułę.

Ocena: 8,5/10

justice-league-aquaman-throne-of-atlantis

#55. – Geoff Johns, Jim Lee, Scott Williams – „Liga Sprawiedliwości: Podróż Złoczyńcy”

Standardowy

Liga-Sprawiedliwosci-2-Podroz-zloczyncy-_bn40504

W pierwszym tomie opowiadającym o początkach Ligi Sprawiedliwych mieliśmy sprzeczających się ze sobą i całkowicie zielonych herosów przed nie lada przeciwnikiem- Darkseidem. Tutaj zaś otrzymujemy już całkiem sprawnie działającą super- grupę z antagonistą znacznie mniejszego formatu. Choć nadal istnieją wewnętrzne konflikty z pierwszego tomu.

David Graves- autor wielu publikacji o Lidze umiera. Żaden z herosów nie jest jednak w stanie mu pomóc. Choroba postępuje coraz szybciej, a wraz z nią rośnie nienawiść i gniew na JL. Pisarz bowiem tak rozkochał się w drużynie, iż nie pojął oczywistego faktu, że nawet Człowiek ze Stali czy Mroczny Rycerz nie zawsze mogą pomóc. Nie wiem czy autor chciał to przedstawić, ale ukazał dość ciekawy problem. W komiksach bowiem herosi masakrują inter- galaktyczne istoty, magiczne monstra itp, jednak rzadko kiedy działają w mniej przyziemnych sprawach. Sam jednak Graves to postać nijaka.  Wykorzystując wewnętrzne uczucia herosów w kilku momentach daje im nieźle popalić. Swoich niezwykłych umiejętności nabywa paktując ze starożytnymi bóstwami, które nie przypominają bynajmniej brodatych i swojskich Asgardczyków.

Za rysunki odpowiada Jim Lee… Teoretycznie. Pierwszy zeszyt z tomie jest autorstwa Gene’a Ha. Kreska tegoż rysownika jest całkiem ładna, jednak problem tkwi w tym, iż niektórzy ( jak ja na przykład ) oczekiwali całego tomu autorstwa Lee. Nie jest to jednak tak duża wada dla czytelnika który nie jest nastawiony na konkretnego artystę. Również kreska Ha i Lee komponuje się ze sobą na tyle dobrze, że nie ma uczucia przejścia w kompletnie nowy komiks.

Co mnie zirytowało ? Retrospekcje w których ukazany jest Marsjański Łowca, z mgliście wyjaśnionymi przyczynami wydarzeń w których się pojawia. Odniesienia do wydarzeń z innych serii, np Batmana i Trybunału Sów. W tle pojawia się również Green Arrow który gra tu rolę bohatera- przylepy który przez resztę JL jest traktowany jak Kakofonix przez plemię Galów.

skan3-640

Liga Sprawiedliwości tutaj ma wiele misji za sobą i jest w miarę scementowana. Nie wiem jednak, gdzie u diabła, przedstawione są te misje co pozostawia uczucie niedosytu. Warto wspomnieć o początkach pewnego uczucia rodzącego się między dwoma członkami drużyny. I na szczęście nie są to dwaj Zieloni- Latarnia i Strzała… Komiks ten powstał bowiem poza granicami UE :)

Podsumowanie: Tom drugie jest dobry. I tyle. Nic porywające, ani nic czego żałowałoby się zakupu. Dla fanów JL- komiks doskonały. Dla mnie- który nad komiksy grupowe woli solowe występy- dzieło poczytne, choć nieporywające.

Ocena: 7,5

justiceleague-villainsjourney4

#38. – Geoff Johns, Jim Lee – „Liga Sprawiedliwości: Początek”

Standardowy

okladka-450

Z dwóch sztandarowych grup DC i Marvela preferowałem raczej Avengersów, niż monumentalną i zawsze wydającą mi się niemal pół-boską Ligę Sprawiedliwych. Obraz JL w New 52 jednak jest nieco bardziej z krwi i kości. Nie ujmuje grupie ale pozbawia kurzu który zdążył już osiąść na Supermanie i spółce z oryginalnego świata.

Geneza w przypadku supergrup często jest podobna. Ot pojawia się wielki i silny złoczyńca któremu trykociarze nie dają rady z osobna, więc jednoczą siły i dawaj gada w łeb. Tak jest podobnie i tutaj, jednak znakomite dialogi jak i specyficzna relacja pomiędzy członkami formującej się Ligi Sprawiedliwości ubarwia scenariusz. Zadziwił mnie jednak fakt, iż Batman zaskakująco szybko pokazał swoją Wayne’ową twarz.

Kto podoba mi się najbardziej ? Batman to Batman. Bez trudu na przykład pozbawia Lanterna pierścienia w celu oglednego zbadania go :D Zielony zaś jest dosyć pyskaty, a jego egomania jest większa niż siła Supermana, który odnoszę wrażenie, że niewiele się zmienił. Wonder Woman wydaje się być bardziej kobieca i ponętna. Mnie amazonki- więcej kobiety :) Flash ( Barry Allen ) to znajomy Lanterna i cóż- nadal jest szybki :D . Aquaman w kilku momentach przypomina narcystycznego kumpla po fachu konkurencji- Namora. Ośmiela się nawet zaproponować swoje przywództwo. Oprócz genezy całej Ligi otrzymujemy narodziny Cyborga. Bohater ten prezentuje się naprawdę imponująco, a jego rozterki związane z częściowym zastąpieniem ciała elementami syntetycznymi pojawią się również w następnych tomach. Geoff Johns wykonał naprawdę solidną robotę, a Liga pod jego sterami ma duży potencjał startowy. Autor udowodnił też, że potrafi żonglować naprzemiennie akcją i komedią. Ot chociażby docinki Lanterna w stronę Batmana :)

Wspomniany na początku Jim Lee to klasa sama w sobie. Pierwszy tom „Ligi Sprawiedliwości” to nie tylko lektura ważna dla każdego fana DC pod względem wydarzeń w nim przedstawionych, ale też arcydzieła platyczne. Nie wszystko jest jednak zasługą współtwórcy Image Comics. Kolory są naprawdę żywe :) Twory pierścienia Lanterna, stwory z Apokalips, cała wielka rozwałka. Sama okładka już przyciąga uwagę, a herosi wydają się być młodsi, bardziej żwawi, mimo, iż najbardziększa bodaj zmianą jest nauczenie Supermana noszenia bielizny.

skan1-640

Lifting fabularny, jak i plastyczny przynisósł korzyste efekty. JL wydaje się być po prostu grupa herosów, a nie skostniałą radą stojącą na straży świata.

Podsumowanie: Genialny start Ligi Sprawiedliwości w nowym wydaniu. Bohaterowie nie tracą na swojej legendzie, ale wręczy zyskują na odświeżonym wizerunku. Jeśli miałbym porównywać New 52 do marvelowskiego Ultimate, to JL bije na głowę Ultimates.

Ocena: 8,5/10

GalleryChar_1900x900_JusticeLeague_52ab8e54d0a6f0.42170553