#275. – Jonathan Hickman, Leinil Francis Yu – „Avengers: Nieskończoność”

Standardowy

Poprzedni tom o jakże zwiastującym tytule „Preludium Nieskończoności”, przyniósł ze sobą kolejne zmiany personalne w składzie Avengers. A raczej kolejne rozszerzenie kadr. Do grupy dołączyli bowiem Starbrand i Nightmask, a także niedawni oponenci grupy- Ex Nihilo i Abyss. Zdawać by się więc mogło, że takiemu teamowi nikt nie stanie na drodze. Że wystarczy sama wzmianka o nich, a każdy superłotr mający trochę oleju w głowie schowa się w najciemniejszy kąt. Lecz zagrożenie z jakim przyjdzie zmierzyć się Mścicielom będzie przerastało nawet ich. I kilka kosmicznych imperiów razem wziętych.

Do Ziemi zbliża się flota Budowniczych. Starożytnej rasy, odpowiadającej za kreację życia we wszechświecie. Przynajmniej jego części, bo ten kto zna uniwersum Marvela wie, że takich protoplastów było wielu. Inwazja ta nie byłaby pewnie dla reszty cywilizacji  szczególnym utrapieniem, gdyby nie fakt, iż owi Budowniczy niszczą wszystko po swej drodze. Szybko więc formuje się sojusz skupiający w sobie miedzy innymi Kree, Skrulli, siły Annihilusa, Spartax i ziemskich herosów spod wielkiej litery A. Zdawać by się mogło, że Budowniczy jedyne co mogą zrobić to przeprosić za zamieszanie i udać się w daleką podróż stamtąd, skąd przybyli. Nic bardziej mylnego. Antyczna nacja to twardziele, dla których owa koalicja to prymitywy, których można 

Hickman stale buduje napięcie. Gdy wydaje się, że znaleziono sposób na najeźdźców okazuje się, że były to liche nadzieje. Antyczna rasa to twardy orzech do zgryzienia dla zjednoczonych potęg, a co gorsza wydaje się, że kosmiczna ententa połamie sobie zęby na nim zęby. Ale zaraz ? Czy w składzie Avengers nie była przypadkiem Captain Universe, do której smaliłby cholewki zapewne sam Dr. Manhattan ? Ten kto liczy na wejście tej potężnej istoty w samym finale i zrobienia porządku ze swymi nieposłusznymi dziećmi, bo nimi są dla niej Budowniczy, nieco się przeliczy. Lepiej za to zwrócić więcej uwagi w stronę Ex Nihilo. Mimo oddalenia od frontu, będzie miał niebagatelną rolę do odegrania już po konflikcie. 

Leinil Francis Yu nie bał się szaleć w przedstawianiu kosmicznych potęg. Ogromne floty w pełnym chaosie walki, pojedynczy bohaterowie walczący z coraz to nowym zagrożeniem. Coraz nowym gdyż dla zapominalskich- zaraz po ataku Budowniczych następuje inwazja w wykonaniu sił Thanosa. I nie sposób przegapić nowej fryzury Captain Marvel, dzięki której panna Denvers mogłaby być wzięta za siostrę pewnej nacji wojowników z legendarnego anime. 

Podsumowanie: Jak wspominałem przy okazji „Nieskończoności”, cały event powinno się przeczytać mając przed sobą trzy około- mścicielowe tytuły pióra Hickmana. Tworzą one rozległą, lecz spójną i niezłą historię dla osób chcącym na kartach jednej historii poznać zobaczyć nie tylko Mścicieli, ale lwią część uniwersum Marvela. A jako, że wojna z Budowniczymi przeplata się z wątkiem z „Nieskończoności” można spodziewać się pierwszych zwiastunów sił Thanosa.

#82. – WKKM #55 – Brian Michael Bendis, Leinil Francis Yu – „Tajna Inwazja”

Standardowy

10613114_344044219115022_1555140133186421920_n

Świat Marvela jest naprawdę potężnie rozbudowany. Krainy mitologiczne jak Olimp czy Asgard, inne wymiary, odległe galaktyki, wielopoziomowa rzeczywistość gdzie obok siebie żyje Spider-Man i Magneto. Wiele odniesień do rzeczywistych zdarzeń jak choćby 9/11 czy huragany nawiedzające Nowy Orlean nadaje całości realizmu, może nie tak dosłownego jak w „Strażnikach” jednak na tyle, iż nie odnosi się wrażenia idylli gdzie trykociarze ratują kotki z drzew. Ogrom tego świata pozwala scenarzystom tworzyć naprawdę szerokie spektrum postaci. Wiele lat temu bogowie komiksu Stan Lee i Jack Kirby stworzyli Skrulli, którzy po kilkudziesięciu latach przewrócili świat Marvela do góry nogami.

Na początek- kim są Skrulle ? To jedna z sztandarowych obcych ras w Uniwersum Marvela. Zielonoskórzy kosmici, nieco kojarzący się z wyrośniętymi goblinami o żuchwach wyglądających jak zaorane pole i zdolności przybierania różnorakich postaci, a niekiedy i zdolności posługiwania się ich zdolnościami w stopniu mniejszym jednak niż ich oryginalny posiadacz. Ich odwiecznymi wrogami jest inna, również mało przyjazna rasa Kree.  Ale nie o tym konflikcie ta historia. Choć przedstawiciel Kree się pojawia :)

Po Wojnie Domowej herosi są podzieleni na dwie grupy. Rejestrowych w składzie z Irona Manem, Richardsem, Yellowjacketem i nierejstrowych ( wiem, wiem- NIEZAREJSTROWANYCH- ale skojarzenia z Kozaczyzną same mi się nasuwają… :p ), czyli między innymi Spider- Man, Wolverine, Dr Strange czy Luke Cage. Druga grupa rusza do Japonii odbić niejaką Echo z rąk „Dłoni”. Jednak gdy trafiają na Elektrę, a raczej jej skrullową kopię zaczynają się kłopoty. W Savage Landzie na dodatek ląduje statek zmiennokształtnych, a konfrontacja z herosami- kopiami z dawnych lat nawet dla miłośników oldschoolu nie wydaje się być pojednawcza .

si2_1

To w jaki sposób Skrullwysyny przeprowadzają inwazję jest bardzo ciekawe i przemyślane. Mimo, iż poniekąd są zielony ludzikami to nie atakują konwencjonalnymi spodkami. Aczkolwiek ofensywa odbywa się jak przystało na Nowy York … :D  Tytułowa tajność kosmitów polega na podszywaniu się pod poszczególnych herosów i porywania oryginałów. Od razu uprzedzam- nie ma szału. Ten kto liczy na zastępstwo legendarnych Mścicieli przez Skrulli srogo się przeliczy. Nie znaczy to też jednak, że sobowtórami będzie pan z warzywniaka naprzeciwko Avengers Tower, Skrulle to inteligentne zielone ludzki, a więc wplatają między herosów swych agentów w sposób przemyślany i taktowany do samego momentu inwazji.

Myślę, że jest to największy cios dla społeczności herosów od czasu „Upadku Avengers”. M- Day bardziej uderzył w mutantów, Wojna Domowa namieszała, lecz trykociarze byli nadal w dobrej formie, choć podzieleni. Powrót Hulka z wakacji na Saakarze również jakoś spłynął po Starku i spółce. Jednak inwazja Skrulli skopała zadki zarówno rejestrowym, jak i nierejstrowym. A i tarcza stała się młotem… I nie chodzi tu bynajmniej o atrybuty Kapitana Ameryki i Thora.

Jak w każdym crossoverze mamy wiele, wiele postaci. Jednak bardziej od nich uwagę mą przykuły ulepszone i dostosowane do ziemskiego panteonu herosów zmiennokształtni. Pamięta ktoś Super Skrulla posiadającego zdolności każdego z F4 jednak nie mającego takiego kopa jak poszczególni członkowie Czwórki  ? Tutaj pojawiają się rzesze takowych jegomości. Szczególnie podoba hybryda Logana, Colossusa i Cyclopsa lub Dr Strange’a, Black Bolta i Iron Mana. W obliczu inwazji zmiennokształtnych kosmitów herosi jednak zjednoczyli się, a co więcej- połączyli się z badassami.

Bendis potrafi pisać. Jego historie są dynamiczne, z gąszczem ciętych dialogów i dosyć rewolucyjne. O ile Millar niekiedy oscyluje na granicy dobrego smaku, o tyle BMB potrafi zachować złoty środek pomiędzy nowoczesnym, a klasycznym stylem narracji.W „Tajnej Inwazji” znajdzie również się wiele smaczków jak chociażby dialog Aresa i Thora. Nawyki lingwistyczne z epoki, gdy składano im hołdy nie zaginęły… :D

secret_invasion_page_by_inshield-d3bry3n

Leinil Yu pokazał fachowość. Szczególnie na dużych planszach podczas wielkiego, zbiorowego mordobicia. Yu świetnie ujął różnorodność kosmitów i ich zdolności oparte na tych ziemskich trykociarzy. A to jak ukazał przesłanie Skrulli jest mistrzostwem. Zielone mordy byłyby mało przekonujące więc kosmici zdecydowali się użyć twarzy postaci jak Barack Obama, car Władimir, Paris Hilton, Tom Cruise, Steve Jobs, Oprah, a z mniej realnych- Magneta, Namora, Dooma czy więzionego w tym samym czasie Reeda Richardsa. To robi wrażenie.

Podsumowanie: „Tajna Inwazja” to ciekawy komiks, jednak główna historia jest jeno kroplą w morzu całej historii. Jak w każdym większym evencie konieczne jest zapoznanie się przynajmniej z ciekawszymi pozycjami związanym z recenzowanym crossoverem. Przyznam uczciwie, że wszystkie przeczytałem tylko w przypadku „Rodu M”, innych zaś nieco nie chciało mi się szukać, jednak w przypadku tego dzieła tie- iny są niekiedy niezbędnikiem do ujrzenia całego rozmachu serii.

secret-invasion-20080815034006160

Ocena: 8/10

#59. – WKKM #42 – Jeph Loeb, J. Michael Straczyński, Leinil Yu, Ed McGuinness, John Romita Jr., David Finch, John Cassaday- „Poległy Syn: Śmierć Kapitana Ameryki”

Standardowy

10410126_267080826811362_3746745456647370985_n

Tytuł czterdziestego drugiego tomu Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela jest sam w sobie spoilerem, więc powiem od razu- Kapitan ginie. Po wydarzeniach w „Wojnie Domowej” Cap staje się przestępcą. Podczas wyprowadzania z sądu pada strzał. Steve Rogers, znany szerzej jako Kapitan Ameryka umiera. Jak się okazuje później nie od jednego strzału, ale to już inna opowieść…

Pomysłodawcą scenariusza był JSM, wykonawcą- Jeph Loeb. Poszczególne rozdziały opowieści są pięcioma fazami śmierci. W każdym z nich pojawia się inna postać. W każdym z nich próbuje ona poradzić sobie ze śmiercią jednego z najważniejszych z nich.

Na początek jednak prolog kreski Cassaday’a. Autor jak zwykle sprawdził się w ilustrowaniu historii z Rogersem. Duża część to retrospekcje, które przeplatają się z teraźniejszością. Jednak ważniejsze są tu wydarzenia- zamach na Kapitana. Wydarzenia pędzą tu jak odrzutowiec, na tyle szybko, że można wziąć je za jakąś alternatywną rzeczywistość których w Marvelu nie brakuje.

Tak samo myśli też Wolverine i grupa niezarejstrowanych herosów w pierwszej części- zaprzeczeniu. Sądzą oni bowiem, że miotający tarczą Avenger żyje, a jego śmierć to mistyfikacja Irona Mana i S.H.I.E.L.D. . Logan próbuje wciągnąć w swą próbę pierw Winter Soldiera, następnie Daredevila który jest bardziej kompromisowy niż Bucky. Rysunki Yu są intrygujące. Ze wszystkich rysowników z tego tomu jego znam najsłabiej. I z tego powodu był dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Nieco „szarpana” kreska pasuje bardzo dobrze do klimatu tego rozdziału i bohaterów tam występujących.

Fallen Son Wolvie 12-13

Drugi rozdział- gniew. Akcja toczy się na dwóch polach, równocześnie do pierwszego rozdziału. Ukazane są dwie grupy- legalni Avengers z Aresem, Sentry’m i Marvelówną w składzie, oraz nielegałowie- Luke Cage, Spider-Man, Thing czy Dr Strange. Pierwsi po raz kolejny ścierają się z poważnym zagrożeniem, drudzy- grają w karty :D Obie grupy na swój sposób próbują przyjąć wieści o śmierci Capa. Za stronę wizualną odpowiada Ed McGuinness. Kolejny dobry wybór. Barwna paleta herosów wypada naprawdę nieźle w jego wykonaniu w scenerii zarówno kameralnej jak i tej mniej wyciszonej.

Trzeci rozdział- Negocjacje. Mały spoiler z „Rodu M’ i „Upadku Avengers”. Hawkeye po szaleństwach Scarlet Witch żyje, choć w ukryciu. Nie ukrywa się jednak na tyle skutecznie, aby nie być zauważonym przez Starka. Nie przybywa on by przenieść blankiecik rejestracji, lecz, aby złożyć niecodzienną ofertę zatrudnienia. Już nie jako Hawkeya jednak… Pojawiają się też „młodzi gniewni”- Patriot i Hawkeye-baba. Ilustruje – John Romita Jr. Autor dobrze mi znany, który tutaj pokazał kawał swego warsztatu, z kilkoma naprawdę niezłymi momentami.

Część czwarta- depresja. Główna rola- Spider-Man. Spidey, ach Spidey… Loeb znakomicie wykorzystał jego poczucie winy. Bo jakże to tak ? Ktoś z otoczenia Parkera ginie i on się nie obwinia choć minimalnie za jego zgon ? A jak ! Parker odwiedza cmentarz, a konkretniej wuja Bena. Nieoczekiwanie jednak na nekropolii jest jeszcze ktoś, kogo ciężko sobie wyobrazić w zadumie nad grobem. Tu też ukazuje się ludzka twarz tejże postaci. Pajęczak nie jest nieomylny. No i strona wizualna. Jak nie cierpię stylu Fincha, tak tutaj bije na głowę swoich kolegów po fachu. Mroczna atmosfera w strugach deszczy, pełne szczegółów sylwetki postaci i brak jego największej wady- monotonnej mimiki twarzy. Rysunki prezentują naprawdę najwyższy poziom spośród całego albumu.

I ostatni- akceptacja. Pogrzeb Kapitana Ameryki. Tutaj już nie jest traktowany jak renegat, jak ktoś kto z dnia na dzień z idola tłumów i chodzącej inspiracji stał się wrogiem publicznym numer jeden. Jego trumna ciągnięta przez samotnego, białego konia- ceremoniał należny jedynie zmarłym prezydentom USA- otwiera pożegnalny akt tej opowieści. Fenomenalna mowa pogrzebowa Falcona ( Kapitan Ameryka przemawia na pogrzebie Kapitana Ameryki :P ).

Dziś już wiemy, że był to epizod. Że tak istotna postać jak Cap powróciła. I kolejny raz sprawdziło się powiedzenie, że w Marvelu tylko wuj Ben na zawsze pozostanie martwy. Niegdyś mówiło się jednak również o Bucky’m…

Podsumowanie: Dzieło autorstwa, można śmiało powiedzieć, dwóch scenarzystów i kilku rysowników. Graficznie oferuje różne style, jednak dopasowane do historii i ich różnorodność jest wisienką na torcie, nie niewygodnym przeszkadzaczem. Piękne, choć chwilowe, pożegnanie na Kapitana – bodaj najbardziej ikonicznej postaci Domu Pomysłów.

Ocena: 8,5/10

CaptainAmerica-fallenson